środa, 19 września 2018

" The perfect game" - recenzja serii

O serii "The perfect game", a w szczególności o pierwszym tomie, czyli "Rozgrywce" było jakiś czas temu dość głośno w książkowej części internetu. Opinie były bardzo różne, w tym bardzo duża ilość negatywnych. Właściwie miałam sobie tę książkę odpuścić i w ogóle nie zawracać sobie nią głowy. Jednak jakiś czas temu znalazłam cały pakiet na portalu czytampierwszy.pl, no i te książki tak na mnie patrzyły...wiecie, jak to jest. Zanim się zorientowałam, co robię, były już zamówione.

 Autor: J.Sterling
Wydawnictwo: SQN 

Dzisiejszą recenzję postanowiłam podzielić na części. Jeśli nie czytaliście jeszcze tej serii, to pomińcie fragmenty o drugiej i trzeciej części, ponieważ nie mogę Wam zagwarantować, że nie pojawią się tak jakieś małe spoilery na temat tego, co działo się w pierwszym tomie.

"Rozgrywka"

Początek historii jest bardzo standardowy. Cassie jest zwykłą dziewczyną, a Jack uczelnianym przystojniakiem. Chłopak zaczyna interesować się Cass, ale ta ostrzeżona przez przyjaciółkę omija go szerokim łukiem. Szkolny gwiazdor nie daje jednak za wygraną i stara się zrobić coś, by dziewczyna w końcu zwróciła na niego uwagę.


Wiele osób zarzuca tej książce, że jest bardzo płytka i schematyczna. W szczególności z tym drugim nie mogę się nie zgodzić. Cała historia jest klasycznym amerykańskim love story. I tyle. Nie można oczekiwać od niej czegoś bardzo wyszukanego. Ja jednak mam ogromną słabość do takich historii, więc kiedy przestałam sobie zawracać głowę szczegółami, to czytanie "Rozgrywki" było naprawdę przyjemne.

"Zmiana"


Związek Cassie i Jacka zostaje wystawiony na próbę. Na długi czas się rozstają, przez co oboje bardzo cierpią. Ale w końcu "miłość ci wszystko wybaczy". Dlatego, gdy po sześciu miesiącach Jack staje na progu mieszkania dziewczyny, Cass ponownie wpuszcza go do swojego życia.

Uważam, że "Rozgrywka" spokojnie mogłaby być jednotomówką, byłam więc bardzo ciekawa, co autorka wymyśliła w kolejnej części, która według mnie nie była potrzebna. W drugim tomie historia jest strasznie zagmatwana  i pełna nieco absurdalnych zachowań bohaterów. W jakiś sposób się już z tymi bohaterami związałam, więc doczytałam do końca, ale momentami miałam wrażenie, że autorka zrobiła trochę bezsensownych "dram", bo inaczej tego nazwać nie można.

Słodkie zwycięstwo


Kariera Jacka powoli zbliża się do końca, a on ma wrażenie, jakby otrzymał kopniaka w brzuch. Tyle godzin spędzonych na treningach, tyle serca włożonego w grę, tylko po to, by przekonać się, że baseball to tak naprawdę biznes. 

Mimo, że drugi tom średnio mi się podobał, to skoro miałam już trzeci, to postanowiłam go jednak przeczytać.W trzeciej części Cassie i Jack są już dorośli, mają pracę i dzieci. Napotykają zupełnie inne przeciwności i są zdecydowanie inni niż w pierwszym tomie. Książka pełna jest rodzinnego ciepła. Okazała się zdecydowanie lepsza niż poprzednia część, ale po jej przeczytaniu nadal uważam, że "Rozgrywka" powinna być jednotomówką.

Podsumowanie

O ile pierwsza część po przymknięciu oczu na niektóre kwestie naprawdę mi się podobała, o tyle pozostałe części, a w szczególności druga były moim zdaniem napisane nieco na siłę. Jeśli tak jak ja macie słabość do amerykańskich love story i macie ochotę na guilty read to "Rozgrywka" moim zdaniem nie będzie złym wyborem. Uważam jednak, że kolejne dwie pozycje możecie sobie odpuścić (no chyba, że naprawdę bardzo mocno pokochacie Jacka i Cass). Z tego co wiem, to powstała kolejna, czwarta część. Nie wiem jednak, czy będzie wydana w Polsce. Jeśli tak, to nie wykluczam przeczytania jej z czystej ciekawości, ale na pewno nie jest to pozycja na którą czekać będę z wielkim zniecierpliwieniem.

piątek, 14 września 2018

Słowotokinformacyjny#6: co się działo w wakacje i nowy rok szkolny

Początkowo miałam w planach napisać po prostu podsumowanie wakacji, ale uznałam, że w związku z tym, że rozpoczęliśmy już rok szkolny 2018/19, to powinnam poruszyć  też kilka organizacyjnych kwestii. Z tego powodu zdecydowałam się na format, którego już dawno tu nie było, czyli Słowotok informacyjny. Bez zbędnego przedłużania - zaczynamy.


Co u mnie? - podsumowanie wakacji


Krótko przed zakończeniem roku wyjechałam z rodzicami do Chorwacji. Mimo, że nie był to wyjazd pełen atrakcji i wrażeń, bo nieczęsto opuszczaliśmy okolice naszego mieszkania, to uwierzcie mi - kiedy budzicie się o 5 nad ranem i macie możliwość wyjścia na balkon, z którego dokładnie widzicie morze, a dookoła panuje błoga cisza (chyba, że akurat ktoś przycina sobie drzewka, bo i tak się zdarzyło...w Chorwacji czas po prostu płynie inaczej), to nie potrzebujecie nic więcej do szczęścia.

Po powrocie z nad Adriatyku nie byłam już na żadnym kilkudniowym wyjeździe. Sporo czasu spędziłam w domu. Nie mogło zabraknąć też oczywiście spotkań ze znajomymi. Było też kilka jednodniowych wyjazdów np. na Memoriał Kamili Skolimowskiej.

To, że byłam w domu (głównie przez upały) nie znaczy, że leżałam tylko czytając książki (chociaż przeczytałam ich chyba koło 20), albo oglądając filmy. Na początku wakacji (praktycznie cały lipiec) miałam masę motywacji. Udało mi się obejrzeć w sumie 1,5 serialu po niemiecku (dotychczas było to dla mnie spore wyzwanie i uparcie się przed tym broniłam). Pracowałam nie tylko nad niemieckim (nie tylko oglądając serial) ale także nad angielskim. Po za tym skończyłam kurs obsługi GIMP- a (nie wiedziałam, że ten program ma tyle funkcji!). Nie zaniedbałam także matematyki, ponieważ w tym roku szkolnym czeka mnie ważny dla mnie konkurs. Troszkę czasu także poświęciłam fizyce oraz chemii. Dla niektórych może być dziwne to, że uczę się w wakacje, ale ja po prostu lubię to robić.  Inaczej chyba zanudziłabym się na śmierć. Moja znajoma nazwała to kiedyś bodajże "syndromem Hermiony".

Nie zaniedbałam także aktywności fizycznej. Jeśli temperatury na to pozwalały, to wychodziłam pobiegać. Kiedy jednak nie miałam na to siły, to wybierałam trening w domu. Dodatkowo trochę się rozciągałam, bo wiem, że jeśli zbyt długo tego nie robię, to mam później problem ze zrobieniem np. szpagatu (na razie potrafię tylko francuski).

W sierpniu dopadło mnie lenistwo, więc zrobiłam zdecydowanie mniej niż w czasie pierwszej połowy wakacji, ale chyba każdemu czasami się to zdarza.

Nie mogę nie wspomnieć też o czymś co wiąże się bezpośrednio z blogiem - nawiązałam pierwszą współpracę recenzencką z wydawnictwem SQN. Niesamowicie się z tego cieszę, bo od dawna zazdrościłam wszystkim znajomym po fachu, którzy już z różnymi wydawnictwami współpracowali. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się nawiązać więcej współprac, ale na razie nie chcę przesadzać i muszę jakoś stopniowo się w to wszystko wkręcić.

Wakacje 2k18 uważam za udane. Może nie idealne, ale pozytywnych rzeczy było zdecydowanie więcej niż negatywnych i bardzo mnie to cieszy.

Czy jestem gotowa na nowy rok szkolny? I tak i nie. Wiadomo, każdy z nas nie chce końca wakacji, ale chyba przez to, że lubię się uczyć, to nigdy nie miałam wielkiego problemu z powrotem do szkoły. W tym roku kończę jednak trzeci etap swojej edukacji, a co za tym idzie - czeka mnie naprawdę pracowity rok. 


Co na blogu? 


W związku z tym, że czeka mnie w tym roku masa pracy, to tworzenie dla Was postów na pewno niejednokrotnie będzie wyzwaniem. Mimo to, postaram się tak jak dotychczas dodawać wpis co ok. 5 dni. Moim minimum pozostaje jednak jeden post na tydzień i mam nadzieję, że uda mi się go trzymać. Mam sporo zaległych recenzji, które niebawem się pojawią. Mam w planach także trochę innych postów, ale nie chcę Wam za dużo naobiecywać, bo nie wiem kiedy uda mi się je wszystkie zrealizować.

Ostatnio na blogu


Ciekawe linki

Jako, że jest początek roku szkolnego, to mam dla Was kilka linków właśnie w tej tematyce



sobota, 8 września 2018

"Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" - recenzja

O książce "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" dowiedziałam się już dawno i nie czytałam nawet dokładnie opisu - sam tytuł sprawił, że po prostu musiałam ją przeczytać. Wpisałam ją więc na listę książek do przeczytania. Miałam jednak tyle innych pozycji czekających już na półkach, że nie chciałam zamawiać kolejnych. Dlatego książkę udało mi się przeczytać dopiero niedawno dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN (bardzo dziękuję!).


Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: SQN


Główną bohaterką książki jest Magda Garstka, która po dziesięciu latach wraca do rodzinnej Ustki. Zatrzymuje się w pensjonacie prowadzonym przez jej babcię i rozpoczyna pracę w kawiarni. Od razu odnalazłam w tej dziewczynie coś na kształt bratniej duszy. Nieco introwertyczna, kochająca rysowanie i fotografię...no i oczywiście morze. Łączy mnie z nią naprawdę sporo. Ja jednak nie mam w zwyczaju znajdować trupów na plaży. W żadnym innym miejscu zresztą też.

"[...] w obliczu śmierci życie dla równowagi musi być głośne i ekspansywne. Do mnie przemówiło burczeniem żołądka. Memento mori w czysto praktycznym wydaniu - jedz, póki możesz"

Kiedy Magda w czasie spaceru po plaży znajduje martwe ciało mężczyzny nie może powstrzymać chęci rozwikłania tej sprawy. Mimo, że dużo osób przekonuje ją, by zostawiła to w rękach policji. Jednak będąc córką policjanta, dziewczyna wbrew ostrzeżeniom postanawia mimo wszystko poprowadzić własne śledztwo. W końcu geny zobowiązują, prawda?

"(...)czuję, że jest w tym tajemnica, a na tajemnice reaguję jak prosiaczek na trufle."


W powieści Anety Jadowskiej znajdziemy nie tylko wątek kryminalny, ale także wspomniane w tytule rodzinne sekrety. Każda rodzina jakieś ma, ale sprawa Garstków jest bardziej pokręcona niż można by się spodziewać. Mimo wielu trudnych zdarzeń są oni pięknym przykładem rodziny, w której panuje miłość oraz wzajemne wsparcie, a jej członkowie zawsze stają za sobą murem. Pokazują, że z rodziną dobrze wychodzi się nie tylko na zdjęciach.

Autorka pokazała także niesamowitą zdolność do rozbawiania czytelników. Występują tu chyba wszystkie rodzaje komizmu wykorzystane w naprawdę dobry sposób. Czytając tę historię po prostu nie da się nie uśmiechać.

Kolejną rzeczą, którą uważam za spory plus tej książki jest to, że nie ma jednego sprecyzowanego odbiorcy. Nie jest to coś tylko dla dzieci, młodzieży albo starych panien z kotami. Ta historia jest trochę jak film familijny. Wydaje mi się, że jest to książka międzypokoleniowa i na pewno wcisnę ją niedługo w ręce mojej mamy albo babci.

Powieść pochłonęłam w dwa dni i jeśli tylko pojawi się kolejny tom o Garstce z Ustki, to bez wahania po nią sięgnę. Jeśli szukacie czegoś na poprawę humoru to nie zastanawiajcie się dłużej tylko lećcie do księgarni po "Trupa na plaży i inne sekrety rodzinne", potem zróbcie sobie ulubionej herbaty, siądźcie w fotelu i zacznijcie czytać. Gwarantuję Wam, że zanim się obejrzycie, będziecie mieli wielki uśmiech na twarzy i świat wyda Wam się mniej straszny.

wtorek, 4 września 2018

Lektury szkolne - czytać czy nie? A jeśli tak, to jak?

Zdania na temat czytania lektur są bardzo podzielone. Wszyscy wiemy, że zestaw lektur jaki serwuje nam polska szkoła pozostawia wiele do życzenia. Z tym jednak na chwile obecną raczej niewiele możemy zrobić. Dlatego dzisiaj mam dla Was trochę moich przemyśleń i rad dotyczących właśnie szkolnych lektur.



Czytać czy nie czytać, oto jest pytanie...

Kończąc w tym roku trzeci etap swojej edukacji mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie było ani jednej lektury, której bym nie czytała. Większość z nich przeczytałam w całości, ale były wyjątki (takie jak np. "Quo vadis"), których nie skończyłam ("Krzyżacy" czy "Ogniem i mieczem" przeczytałam i nie były takie tragiczne, ale "Quo vadis" mnie pokonało).

Czy w związku z tym uważam, że czytanie lektur jest absolutnie konieczne i niezbędne? Nie. Jestem zdania, że to zależy od waszych celów. Streszczenia też są dla ludzi. Dlatego jeśli uważacie, że nie ma sensu czytać niektórych lektur i pogodzicie się z myślą, że najwyżej dostaniecie 3 czy 4, bo nie będziecie znali wszystkich szczegółów, to droga wolna. Nie jestem za tym, żeby nie czytać kompletnie żadnych lektur i pracować tylko i wyłącznie na streszczeniach, bo niektóre lektury wcale nie są takie złe, ale jeśli Wy sami nie macie problemu z tym, że nie przeczytacie kolejnego opasłego tomu autorstwa Sienkiewicza, to ja też go nie widzę.

Mówi się, że lektury trzeba czytać, bo egzaminy, bo matura itd. Ale prawda jest taka, że i tak ciężko będzie zapamiętać dokładnie wszystkie postacie, miejsca itp., więc przed testem i tak trzeba będzie je sobie odświeżyć. Chyba, że ktoś ma ponadprzeciętną pamięć, ale raczej nie ma zbyt wielu takich osób.

Nie chcę, żebyście po przeczytaniu tego tekstu nagle przestali czytać lektury. Chodzi mi tylko o to, że czasem są w życiu ważniejsze rzeczy. Co więcej, jest sporo takich, przy których nikt nie będzie pytał o znajomość "Pana Tadeusza". Dlatego to, czy czytacie lektury to tylko i wyłącznie Wasza sprawa i o ile jestem za tym, żeby promować czytelnictwo, o tyle za zmuszaniem do sięgania po klasyki już niekoniecznie.

Jeśli już czytać, to jak?


1. Pozbądź się negatywnego nastawienia.
Najbardziej oklepana z możliwych rad. Ale bądźmy szczerzy - co Wam da ciągłe narzekanie jak bardzo bezsensu są lektury i jak totalnie nie chce Wam się ich czytać?

2. Potraktuj to jako wyzwanie
Pamiętam sytuację sprzed kilku lat, kiedy starsi uczniowie, którzy już skończyli podstawówkę przyszli do naszej ówczesnej polonistki w odwiedziny. Zapytała ich wtedy czy przerabiali już w szkole "Krzyżaków", bo jak nie to życzy dobrych streszczeń. Wtedy to obiecałam sobie, że kiedy to ja będę musiała  to przeczytać , to naprawdę to zrobię. To było jak wyzwanie. I od tego czasu w taki sposób podchodzę do wielu lektur i to naprawdę działa.

3. Dopasuj czytanie do wymagań
Jeśli już jakiś czas uczy Was jeden polonista, to zapewne zdążyliście zauważyć, że zwraca uwagę na jakąś szczególną część lektur. Jeden będzie skupiał się na charakterystyce postaci, a inny na chronologii czy jeszcze czymś innym. Jeśli już to odkryjecie, to dobra Wasza. Wtedy czytając lekturę zwróćcie na to szczególną uwagę.

4. Kolorowe karteczki to Wasz sprzymierzeniec
Kiedy już ogarniecie, na co macie zwracać uwagę to zaznaczcie sobie to w książce, żeby w razie czego móc szybciej do tego wrócić. To bywa naprawdę pomocne i pozwala zaoszczędzić trochę czasu.

5. Opracowania są nie tylko dla tych, którzy nie przeczytali książki
Dość późno zdałam sobie sprawę z tego, że jeśli przeczytaliśmy książkę, to i tak możemy sięgnąć po opracowanie. Wystarczy poszperać w internecie. A prawda jest taka, że podstawa programowa jest niezależna od nauczyciela, więc tematy, które pojawiają się w internecie po wpisaniu tytułu danej lektury prawdopodobnie będą omawiane także na lekcjach i wymagane na testach czy pracach klasowych.

A jakie Wy macie podejście do czytania lektur? Czytacie czy wolicie streszczenia? A może macie jeszcze jakieś inne metody? Dajcie koniecznie znać w komentarzach.

sobota, 1 września 2018

Przybory szkolne Book TAG/ School supplies Book TAG

W ostatnim poście zaczęłam taką mini serię związaną z powrotem do szkoły, dlatego dzisiaj nadal pozostając w tej tematyce mam dla Was "Przybory szkolne Book TAG" lub jak kto woli "School supplies Book TAG". Jest to pierwszy TAG mojego autorstwa, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba.




1. Pióro wieczne, czyli książka, która jest z Tobą bardzo długo

Chyba dla nikogo nie będzie nowością, jeśli wspomnę tutaj "Anię z Zielonego Wzgórza", ale jeszcze dłużej są ze mną rozmaite baśnie oraz... "Plastusiowy pamiętnik". Jako mała dziewczynka uwielbiałam tę książkę i chyba muszę spróbować przeczytać ją po raz kolejny.

2. Długopis, czyli książka, której nie potrafisz skończyć

Ostatnio strasznie męczę się z powieścią pt. "Gniazdo" autorstwa

3. Linijka, czyli najgrubsza książka, jaką czytałaś

Ciężko mi stwierdzić, ale myślę, że albo była to któraś z części Harry'ego Pottera (najdłuższy jest chyba "Zakon feniksa") , albo "Ogniem i mieczem". Zazwyczaj nie czytam jednak jakiś wybitnie grubych tomów.

4. Gumka, czyli książka, którą najchętniej wymazałabyś z pamięci

Z ostatnio przeczytanych, to na pewno "Anatomia obcości". Muszę jednak przyznać, że dość szybko zapominam o książkach. Jeśli ktoś przypomni mi tytuł i pokaże okładkę albo powie kilka zdań odnośnie fabuły, to najczęściej coś mi zacznie świtać w głowie. Jeśli jednak nikt ani nic mi danej pozycji nie przypomni, to nie zaprzątam sobie nią głowy.
 

5. Kolorowe zakreślacze, czyli książka, w której zaznaczyłaś najwięcej cytatów

 Nie należę do osób, które zaznaczają sobie masę cytatów kolorowymi karteczkami, ale czasem notuję gdzieś ulubione fragmenty. Wydaje mi się, że jedna z książek, w której mam najwięcej zaznaczonych cytatów/zabawnych albo ważnych fragmentów są "Papierowe miasta".

6. Kredki, czyli książka, która sprawiła, że świat wydał ci się bardziej kolorowy

Jest naprawdę sporo takich książek, które poprawiają mi humor i bardzo ciężko jest mi podać tutaj jakiś jeden, konkretny tytuł. Czytanie w ogóle jest dla mnie swego rodzaju ucieczką od rzeczywistości.

7. Cienkopisy, czyli najkrótsza książka, jaką masz na półce

 Specjalnie zajrzałam sobie na półkę z książkami i doszłam do wniosku, że jest to "Mały książę", którego chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Nie jestem wielką fanką tej historii, ale muszę przyznać, że ją lubię.

8. Nożyczki, czyli książka, która rozwaliła twoje serce na kawałki

Na pewno jedną z takich książek była "Dziewczyna o kruchym sercu", chociaż za nią nie przepadam. Po za tym z pewnością "Gwiazd naszych wina" i "Szukając Alaski" także w jakiś sposób zadały mi cios prosto w serce. No i zawsze płaczę na śmierci Zgredka, co chyba też się liczy.

9. Klej, czyli książka, która pomogła ci się posklejać

Prawie zawsze, kiedy nie umiem się ogarnąć, sięgam po "Magię kasztana". Jest to zwykła powieść obyczajowa, ale z jakiegoś powodu zawsze pomaga mi się jakoś zebrać w sobie i zmotywować do tego co powinnam zrobić. Czytałam ją już tyle razy, że powoli znam ją na pamięć.

10. Pożyczony ołówek, czyli kto jeszcze powinien zrobić ten tag

Jako, że jest to mój autorki TAG, to pozwolę sobie nominować całkiem sporą grupkę osób.  Do wykonania tego TAGu zachęcam więc:

Julkę z http://julabooks.blogspot.com/
Szymona z kanału Fantastyczny duet



Będzie mi bardzo miło, jeśli wykorzystacie oryginalną grafikę, którą stworzyłam.

wtorek, 28 sierpnia 2018

5 rzeczy do zrobienia przed rozpoczęciem roku szkolnego

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. Większość z nas za pewne zaczęła już płakać, że wakacje się kończą. Ja także chętnie odwlekłabym jeszcze trochę moment powrotu do szkoły, tym bardziej, że będzie to mój ostatni rok w obecnej szkole, a naprawdę nie chcę się z nią rozstawać. Czasu jednak nie zatrzymamy, dlatego dzisiaj mam dla Was listę rzeczy, które moim zdaniem warto zrobić, by się do tych kolejnych 10 miesięcy nauki przygotować.


1. Upewnij się, że masz wszystko

Tłumaczenie, że jeszcze nie zdążyliśmy  kupić wymaganego podręcznika albo nie mamy cyrkla, bo poprzedni jest zepsuty nigdy nie jest przyjemne. Szczególnie, kiedy np. jesteśmy w nowej szkole, albo mamy lekcje z nowym nauczycielem i wypadałoby zrobić dobre wrażenie.

2.Zrób porządki

Postarajcie się wziąć w garść i zrobić większe porządki. W szafie, komodzie, szafce nocnej i we wszystkich innych meblach, które macie w pokoju. Nie będziecie dzięki temu musieli rano na ostatnią chwilę szukać ulubionej bluzki. Po za tym w uporządkowanym otoczeniu łatwiej się skupić. Jeśli nie macie czasu na dokładne sprzątanie całego pokoju, to ogarnijcie chociaż biurko i szafkę ze szkolnymi rzeczami.

3.Zrób małe rozeznanie

Dowiedzcie się od starszych znajomych jakie będziecie mieli przedmioty, z kim będziecie je mieli, i na co dany nauczyciel zwraca uwagę. Wypytajcie o wszystkie nurtujące Was kwestie. To sprawi, że będziecie wiedzieli, czego się spodziewać i nie będziecie się tak bardzo stresowali.

4. Poczytaj trochę o metodach nauki

Nie wiem czy tylko ja tak mam, czy to tak działa u większej ilości osób, ale czytanie o sposobach a naukę bardzo mnie motywuje i sprawia, że chce mi się uczyć. Ja ogólnie należę do osób, które lubią się uczyć, ale nawet taki kujon jak ja ma czasem spadek motywacji i chęci. Dodatkowo można odkryć sposoby, które naprawdę ułatwiają uczenie się. Po za tym, jest to dobry sposób na oswojenie się z myślą, że zbliża się czas, kiedy trzeba wrócić do książek i zeszytów. Dajcie mi znać, czy chcecie oddzielny wpis poświęcony metodom na naukę, bo jeśli tak, to chętnie przygotuję dla Was kilka porad, może akurat komuś pomogę.

5. Postaw sobie cele

Jeszcze przed rozpoczęciem roku określ swój cel/cele na najbliższe 10 miesięcy. Może to być pasek na świadectwie, piątka z trudnego dla Was przedmiotu, albo przejście do kolejnego etapu konkursu. Zastanówcie się także, JAK chcecie to osiągnąć. Bo postanowienia postanowieniami, ale jakoś trzeba je spełnić.

Z mojej strony na dzisiaj to już wszystko, dajcie koniecznie znać co Wy robicie przed rokiem szkolnym i jakie jeszcze okołoszkolne tematy mam poruszyć.

czwartek, 23 sierpnia 2018

"Mamma Mia: Here We Go Again!" - recenzja

Pewnie tego nie wiecie, ale "Mamma mia" jest chyba moim ulubionym filmem. Mogę go oglądać dosłownie cały czas i nie potrafię zliczyć, ile razy już to robiłam. Kiedy dowiedziałam się, że będzie druga część, to bardzo się ucieszyłam, tym bardziej, że zwiastuny zapowiadały naprawdę niezłą kontynuację. Niedawno nadszedł ten upragniony dzień, kiedy wraz z moją mamą, która zaraziła mnie miłością do pierwszej części poszłam do kina obejrzeć drugą.


Pomysł twórców był taki, że Donna zmarła kilka lat po pierwszej części (nie jest to spoiler, bo dowiadujemy się tego praktycznie natychmiast). Jej córka, Sophie postanawia spełnić marzenie swojej mamy i tworzy hotel "Bella Donna", a niedługo ma nastąpić jego wielkie otwarcie. Całość przeplatana jest wspomnieniami z młodości Donny. I to w zasadzie tyle, co powinniście wiedzieć. Nie będę Wam tutaj streszczać pierwszej części, zachęcam natomiast z całego serca do obejrzenia jej.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy było to, że film kręcony jest w kompletnie innym miejscu niż pierwsza część. Są podobieństwa, ale nie jest to już to samo miejsce i muszę przyznać, że to poprzednie podobało mi się znacznie bardziej.

Zmiana miejsca nie jest jednak jedyną niezgodnością. Jeśli ktoś w miarę dobrze zna historię poszukiwania ojce Sophie, to bez problemu zauważy, że trochę rzeczy się najzwyczajniej w świecie nie zgadza. Np. w pierwszej części przyjaciółki Donny nie wiedziały nic o jej trzech przygodach miłosnych (myślały, że była jedna), a w drugiej nagle okazuje się, że jej wtedy towarzyszyły. Dlaczego? Nie mam pojęcia.


Kolejną kwestią są aktorzy. Bardzo brakowało mi Meryl Streep, odtwórczyni roli Donny w pierwszej części. Pojawia się ona co prawda, ale jest to tylko króciutki fragment pod koniec. I wiem, że skoro grana przez nią bohaterka nie żyje, to nie ma jak umieścić ją w tym filmie, ale nie zmienia to faktu, że mi jej brakowało.

Kolejnym szczegółem jest to, że aktorzy grający młodych przyjaciół oraz chłopaków Donny są praktycznie zupełnie niepodobne do swych dorosłych wersji (w szczególności męska część obsady). Lily James grająca młodą Donnę także jest średnio podobna, ale po pierwsze - podrobienie Meryl graniczy z cudem, a po drugie - z jakiegoś powodu wydała mi się jednak odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu.

Na uwagę zasługuje za to oprawa muzyczna, która była na naprawdę wysokim poziomie, jak na musical przystało. Może jestem mało obiektywna, bo po prostu kocham piosenki ABBY, ale zostały one naprawdę dobrze wykonane.



Film "Mamma mia: Here We Go Again" (którego tytuł swoją drogą nawiązuje do tekstu piosenki, za co spory plus) sprawił, że praktycznie ciągle miałam łzy w oczach - raz ze śmiechu, a raz ze wzruszenia, kiedy ktoś z wciąż żyjących bohaterów wspominał Donnę.

Całość miała bardzo pozytywne zakończenie, moim zdaniem aż za pozytywne. Takie z cyklu "bądźmy wielką rodzinką, wszyscy się kochamy i żyjemy w zgodzie". Czy aż taki słodki happy end był potrzebny? Chyba nie, chociaż nie przeszkadzał mi on znowu aż tak bardzo.

Czy zawiodłam się na tym filmie? Odrobinę. Spodziewałam się nieco innego przebiegu spraw i wydaje mi się, że byłabym w stanie napisać tę historię w lepszy sposób. Jeśli jednak ktoś nie jest aż takim fanem "Mamma mii", to prawdopodobnie wymienione przeze mnie rzeczy nie będą miały dla niego aż takiego znaczenia i będzie mu się to oglądać lepiej. Myślę, że kiedyś ponownie obejrzę sobie tę produkcję, bo uwielbiam młodą Donnę za jej spontaniczność i odwagę (która czasem podchodzi aż pod głupotę). Jednak mimo miłości do pierwszej części, ta była dla mnie po prostu ok.