piątek, 16 lutego 2018

Rysowanie włosów kredkami - moje prace i kilka rad

Jeśli śledzicie mojego instagrama (@daughter.of.the.books), to zapewne zauważyliście, że ostatnio sporo uwagi poświęcam  rysowaniu włosów. Mistrzynią to ja jeszcze nie jestem, ale trochę się już nauczyłam i dzisiaj chciałabym się tym z Wami podzielić.


Jak rysować włosy? - 5 rad


1. Dobierz odpowiednie kolory

Jeśli dokładnie przyjrzycie się kolorom włosów, to zobaczycie, że blond nie ma wiele wspólnego z żółtym, a rudy to nie koniecznie krwista czerwień. Aby uzyskać w miarę realistyczny efekt potrzeba co najmniej 3 kredek - jasnej, średniej i ciemnej, chociaż moim zdaniem warto sięgnąć po większą liczbę. Pamiętajmy jednak o tym, aby nie przesadzić, bo nawet kolorowe włosy nie mienią się tysiącem barw. Myślę, że optymalna ilość to ok. 5-6 odcieni.

2. Rysuj tylko dobrze zaostrzonymi przyborami

Włosy są bardzo cienkie i tak też trzeba je narysować. Ciężko to jednak zrobić, gdy kredki są niezatemperowane. Dlatego zarówno przed rozpoczęciem pracy jak i w jej trakcie należy zwrócić na to uwagę.Zawsze powinno się rysować dobrze zaostrzonymi przyborami, ale w rysowaniu włosów jest to szczególnie ważne.

3. Podziel włosy na pasma

Warto już na szkicu zaznaczyć w jakim kierunku się układają. To bardzo ułatwia późniejszą pracę. Na początku może się to okazać nieco trudne do zrobienia, ale myślę, że szybko załapiecie o co chodzi.

4. Użyj białego żelopisu

Pisałam o nim już w tym poście, ale napiszę jeszcze raz, bo jest to naprawdę niewielki, ale bardzo przydatny gadżet. Pozwala na narysowanie drobnych refleksów świetlnych i lepsze wykończenie rysunku. Jeśli biały jest...zbyt biały, to możecie wybrać np. srebrny lub złoty, albo złagodzić biel nakładając po wyschnięciu delikatną warstwę kredek.

5. Dorysuj odstające włoski

Nawet starannie ułożona fryzura nie jest idealnie gładka. Jeśli weźmiecie lusterko i przyjrzycie się swoim włosom, z pewnością zauważycie niewielkie odstające na wszystkie strony włoski. Narysowanie ich  zdecydowanie nada Waszej pracy realizmu. Pamiętajcie jednak, by były bardzo cienkie i nie przesadźcie z ich ilością.


Mam nadzieję, że komuś moje rady się przydadzą. Na koniec chciałabym Wam pokazać jeszcze kilka prac, które zresztą mieliście okazję podziwiać na instagramie, ale dla tych co nie widzieli dodaję je także tutaj. Jakość nie jest powalająca, ale ostatnio bardzo ciężko o normalne światło do zrobienia zdjęć.




Na dzisiaj to tyle, napiszcie mi, czy chcecie więcej tego typu rad i jeśli tak, to na czym miałabym się skupić. Dajcie znać także jeśli macie jakieś inne rady dotyczące włosów, albo co mogłabym poprawić w swoich rysunkach.

sobota, 10 lutego 2018

3 seriale, które uwielbiam


Bardzo dawno nie było już na blogu nic o serialach. Pomyślałam więc, że przydałoby się wspomnieć coś o tym co oglądam. Dajcie mi znać w komentarzach, czy chcecie więcej takich notek.

Wzór


Twórcy: Nicollas Falacciego i Cheryl Heutona

Opis:
Agent FBI Don Eppes pracuje nad szczególnie trudnymi sprawami. Właśnie próbuje rozwikłać kolejną, ale mu się to nie udaje. Z pomocą przychodzi mu jego brat Charlie - genialny matematyk. Wspólnie udaje im się rozwikłać pierwszą sprawę. Od tej pory obaj wspólnymi siłami walczą ze złem w Los Angeles.

Mój komentarz:
Zagadki kryminalne rozwiązywane za pomocą matematyki i fizyki. Po za tym, że jest to świetny, zabawny kryminał (teksty obu braci są po prostu powalające), to jeszcze pokazuje, że nauka jest wszędzie i nie musi być nudna. Kiedyś leciał w telewizji, ale ostatnio chyba już przestali go emitować. Wydaje mi się jednak, że w internecie da się znaleźć przynajmniej część odcinków. 



Mentalista


Twórca: Bruno Heller

Opis:
Patrick Jane po stracie córki i żony zabitych przez seryjnego mordercę, znanego jako Red John, zostaje konsultantem pracującym dla Kalifornijskiego Biura Śledczego (CBI). Jego zdolności obserwacyjne pomagają rozwiązywać najtrudniejsze zagadki.

Mój komentarz:
To jest serial (a jakżeby inaczej) kryminalny, który trzeba oglądać w miarę po kolei, ponieważ wątek Red Johna (nie będę Wam spolerować o co chodzi) ciągnie się przez wszystkie sezony i jest on w całej historii bardzo ważny. Jeśli nie zna się niektórych wydarzeń początkowych sezonów to ciężko zrozumieć następne. Mam w planach w wakacje obejrzeć go dokładnie po kolei, ponieważ teraz najczęściej oglądam go na kanale 13 ulica, ale mimo wielu obejrzanych odcinków nadal nie rozumiem niektórych kwestii.




Cudowne lata


Twórcy: Carol black, Neal Marlens

Opis:
 Poznajemy rodzinę Arnoldów, typową amerykańską rodzinę z lat sześćdziesiątych. Przez kilka lat towarzyszymy dorastającemu Kevinowi. Razem z nim przeżywamy porażki i cieszymy się z jego zwycięstw. I tych w szkole, i tych w życiu prywatnym - dotyczących przyjaźni z Paulem i miłości do Winnie. Obserwujemy jak chłopak dojrzewa - fizycznie i psychicznie - jak zmienia się w nim podejście do życia.

Mój komentarz:
Jedyny nie-kryminał w całym dzisiejszym zestawieniu. Wszystko przez moją mamę, która jakiś czas temu przypomniała sobie o tym serialu. Jestem w trakcie oglądania drugiego sezonu i strasznie ubolewam nad tym, że nie wszystkie odcinki są w internecie dostępne (jeśli ktoś wie, że są to dajcie znać!). Tego serialu nie da się oglądać bez uśmiechu na twarzy. Po za tym jest to coś co spodoba się osobom w bardzo różnym wieku, więc można go oglądać nawet całą rodziną.

Dajcie znać w komentarzach czy oglądacie coś co wymieniłam na swojej liście. Napiszcie też jeśli znacie jakieś fajne seriale, ale w miarę krótkie, bo oglądanie np. 10 sezonów jest ponad moje siły. Wiem, że ten post był dość krótki, ale mam strasznie mało czasu, bo zostało niecałe 10 dni do finału WKP i jest masa pracy, a nie chciałam zostawiać Was bez nowej notki. Ale po konkursie wrócę ze zdwojoną siłą, obiecuję.

sobota, 3 lutego 2018

"Dziewczyna o kruchym sercu" - recenzja

Przeglądając zasoby biblioteki miejskiej natrafiłam na książkę "Dziewczyna o kruchym sercu". Tytuł obił mi się już o uszy, więc postanowiłam ją wziąć. Tak wiem, bardzo rozsądne podejście, ale tak już mam. Zaczęła się dziwnie, potem było całkiem nieźle, potem znów gorzej, lepiej, następnie miałam troszkę złamana serce, a potem...stwierdziłam, że na pewno do niej już nie wrócę. Ale może po kolei...



Autor: Elżbieta Rodzeń 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 568

Głównym bohaterem powieści E. Rodzeń jest Janek. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym  - zwykły chłopak, który nie rozstaje się z aparatem fotograficznym. Ma jednak do wypełnienia swego rodzaju misję, bo nie wiem jak to inaczej nazwać. Tak jak inni członkowie jego licznej rodziny zajmuje się przeprowadzaniem dusz. Nie znam się na takich rzeczach, więc nie będę Wam tłumaczyć jak to wygląda. Początkowo ten wątek wydał mi się bardzo ciekawy, ale z czasem za bardzo dominował i stało się to męczące.

Kolejnym zadaniem Janka jest Ula. Dziewczyna z jego klasy, która bardzo rzadko pojawia się w szkole. Jest chora, choć nikt w klasie nie wie tak naprawdę na co. Kiedy chłopak dowiedział się, że to właśnie nią będzie musiał się zająć, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo zmieni jego życie. 
Książka jest opowieścią o pięknej miłości, która potrafi zmienić nas samych. O rodzinie, która nie zawsze jest idealna. O trudnym wyborze tego, co chce się robić w życiu.

Kiedy zaczęłam czytać, powieść średnio mi się spodobała. Po jakimś czasie stopniowo coraz bardziej się wciągałam. Mniej więcej w połowie nie mogłam się od niej oderwać. Po prostu musiałam się dowiedzieć, co się stanie. Gdy jednak już się dowiedziałam, przez chwilę miałam złamane serce. 
Nie można odmówić tej książce tego, że potrafi poruszyć. W powieści jest moim zdaniem jednak za dużo nie do końca potrzebnych sytuacji. Ja wiem, że pewnie chodziło o to, żeby lepiej niektóre rzeczy zrozumieć, ale bywały ona uciążliwe.Gdyby nie to, że sama historia jest dość wzruszająca, to zapewne byłaby po prostu kiepska.

Na pewno więcej do tej powieści nie wrócę. Nie wiem dlaczego w 2016 roku zajęła 14 miejsce w rankingu "Książka roku" na portalu lubimyczytać.pl. Nie wiem, czy tylko ja tak słabo ją odebrałam, więc dajcie mi znać, jeśli czytaliście, bo jestem bardzo ciekawa jakie są wasze wrażenia.

sobota, 27 stycznia 2018

Studio accantus book tag



Dawno, dawno temu, za górami za lasami zostałam nominowana przez niejaką Martę  W. do STUDIO ACCANTUS BOOK TAG. Bardzo dziękuję kochana za nominację i przepraszam, że zabrałam się za niego dopiero teraz. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie  i zaczynamy!



Bartek Kozielski - autor o ogromnej wyobraźni
Każdy pisarz, w szczególności autorzy fantastyki muszą mieć wielką wyobraźnię, bo inaczej nie byliby w stanie wykreować nowych światów i bohaterów. A w końcu Hogwart, Panem, Shire i wszystkie inne magiczne krainy same by się nie stworzyły!


Paweł Skiba - autor, który wydaje zdecydowanie za mało książek
Rzadko czytam książki zwracając uwagę tylko na autora. Co prawda czasem staram się przeczytać wszystkie książki danej osoby (teraz np. Hoover), lecz jest to u mnie rzadkością. Ale jeśli już miałabym zdecydować, to postawiłabym na J. Greena. Jakże oryginalnie, prawda?

Adrian Wiśniewski - bohater-psychopata
Tutaj przychodzi mi do głowy czytana ostatnio „Margo” (postaram się zamieścić recenzję, ale najpierw muszę zebrać myśli, a to może trochę potrwać). To pierwszy od dłuuuuuuugiego czasu thriller, po który sięgnęłam. Teraz powiem Wam tylko tyle, że o dziwo mi się spodobał.


Sylwia Banasik - autor, po którego książki sięgasz w ciemno, bo wiesz, że ci się spodobają
Chyba nie mam takiego autora. Jak już wspominałam kilka pytań wcześniej – autor nie jest tym czym w pierwszej kolejności się sugeruję, także naprawdę ciężko mi stwierdzić. Tym  bardziej, że u większości trafi się jakaś choć jednak powieść, która jest nie do końca trafiona. 


Jarek Kozielski - autor, który ma talent do tworzenia czarnych charakterów
Typowe czarne charaktery pojawiają się głównie w literaturze fantasy, której czytam naprawdę niewiele, więc raczej nic ciekawego tutaj nie wymyślę. Jedyne co w tym momencie przychodzi mi do głowy to Collins i jej „Igrzyska śmierci”.

Nowe wideo w każą środę - autor, którego książek nie możesz się doczekać
Dlaczego non stop są takie pytania? Nie mam takiego. Amen.




Wideo specjalne - książka, którą przeczytałaś tylko dla rozrywki
Często czytam książki dla rozrywki. W natłoku zajęć jest mi to zazwyczaj bardzo potrzebne. Jeśli jednak mam wybrać jedną książkę, to wydaje mi się, że będzie to „Fangirl”.

 Z tej strony Bartek Kozielski, reżyser Studia Accantus... - książka, która nigdy ci się nie znudzi
„Ania z Zielonego Wzgórza”. Można ją kochać, albo nienawidzić. Jeśli ktoś spytałby, ile razy ją już czytałam, to chyba nie byłabym w stanie odpowiedzieć, bo gdzieś koło 10 zgubiłam rachubę! Aktualnie poluję na jakąś angielska wersję i prawdopodobnie zażyczę ją sobie kiedyś na prezent czy coś w tym stylu.


"Wszystko, czego pragnę to Ty" - książka, której premiery nie możesz się doczekać
Nie mam takiej. Jestem lekko zacofana i zazwyczaj nie biegnę do księgarni od razu jak tylko jakaś książka się pojawi. Nie kręci mnie to. Wolę przeczytać coś ciekawego,  nawet jeśli jest na rynku od kilku lat, niż kiepską nowość. 


"Wcale nie, ależ tak" - książka z zabawnymi dialogami
Takich książek jest tak dużo, że nie sposób wybrać jedną! Oczywiście wszystkie książki Greena, które mają dość specyficzny humor, który uwielbiam. 

"Marzenie mam" - bohater, który dąży do zrealizowania jakiegoś celu
Q z „Papierowych miast”. Chce odszukać Margo. Po prostu kocham tą książkę i jeśli jest tu ktoś, kto jej nie przeczytał, to niech nie wraca, póki tego nie zrobi! Oczywiście, żartuję. I tak Was uwielbiam, bez względu na to jakie książki czytacie. Ale jak przeczytacie „Papierowe miasta” to będę Was uwielbiać jeszcze bardziej!

"Belle" - bohaterka łamiąca męskie serca
Margo z „Papierowych miast”. Wybaczcie, że znów ta sama książka, ale uwielbiam Greena i nie wiem kiedy się z  tego wyleczę. 

"Gdy wierzysz" - książka, która daje nadzieję
Długo się nad tym zastanawiałam, ale zdecydowałam, że ten tytuł dam powieści „Kochani, dlaczego się poddaliście”.  Mimo, że opisuje dziewczynę, która straciła siostrę, to pod koniec można dostrzec ogrom wiary w lepsze jutro. 


"Strasznie już być tym królem chcę" - ulubiony bohater-dziecko
Do głowy przychodzi mi oczywiście „Mały książę”, ale raczej nie należę do jego wielkich zwolenników. Jest to jest, nie to nie. Nie mam chyba takiego bohatera, albo przynajmniej nie potrafię go sobie teraz przypomnieć. 

"Niech nas będzie więcej" - kogo zapraszasz do zrobienia tagu?

środa, 24 stycznia 2018

Przydasie



Przyznajcie się teraz, ile razy robiąc porządki patrzyliście na jakąś rzecz, bo nie wiedzieliście co z nią zrobić, a potem pomyśleliście „przyda się” i odłożyliście ją powrotem. Często tak robicie? To piątka, bo ja też. 


Co to są „przydasie”?

Wszystkie rzeczy, których nie używamy ale mimo to nadal je trzymamy z myślą „kiedyś się przydają”, a po za tym „szkoda wyrzucić, jeszcze się nadaje”. To te wszystkie rzeczy, które czają się w rozmaitych zakamarkach naszego pokoju zerkając na nas od czasu do czasu jakby w obawie, że jednak je wyrzucimy. Z czasem przyzwyczajamy się do ich obecności i przestajemy zwracać na nie uwagę. Tkwią w naszej przestrzeni od tak dawna, że nie wiemy jak mogłoby ich tam nie być.  A szkoda, bo może jakbyśmy je trochę pomęczyli to w końcu by się ruszyły np. do kosza na śmieci. W końcu ruch to zdrowie, prawda?

Czy „przydasie” się przydają?

Nazwa wskazuje na to, że tak. Ale w rzeczywistości jest odwrotnie. Obstawiam, że jakieś 80% z nich nie użyjemy ani razu. Kolejne 15% maksymalnie raz, a może jakieś 5% naprawdę nam się przyda. Zazwyczaj takie rzeczy zalegają w naszych czterech kątach od miesięcy albo nawet lat. Gdyby chociaż raz na jakiś czas były używane, to można by było to zaakceptować. Ale najczęściej po prostu leżą i się kurzą. Jeśli ktoś zabrałby nam je nie informując nas o tym, to najprawdopodobniej w większości przypadków w ogóle byśmy się nie zorientowali. Dopiero po pewnym czasie zauważylibyśmy, że w naszej sypialni jest jakoś dziwnie dużo miejsca…



Zerwij z nimi!

Prawdopodobnie większość z nich się nie przyda. Zamiast tego skutecznie zajmują miejsce w pokoju, które moglibyście przeznaczyć na rzeczy naprawdę ważne – np. powietrze, w końcu bez tlenu nie da się żyć. Dodatkowo marnują Wasz czas, kiedy musicie z pośród nich próbujemy wygrzebać coś, co jest nam potrzebne. Znalezienie jakiegoś drobiazgu wśród sterty „przydasi” to jak szukanie igły w stogu siana – niby możliwe, ale strasznie wymagające.

Trudne rozstania

Wiem, że kiedy myślicie o wyrzuceniu bądź oddaniu Waszych ukochanych „przydasi”, to w oku kręci Wam się łza. Zdaję sobie sprawę z tego, że po takiej akcji może być potrzebne wielkie pudełko lodów i sterta chusteczek. Ale i tak namawiam Was do tego, żebyście spróbowali się ich pozbyć. Ja też lubię chomikować różne rzeczy, ale ostatnio się przemogłam i spora część z nich wylądowała w koszu na śmieci. I wiecie co? Jakoś przyzwyczaiłam się do ich braku. Obyło się nawet bez tych lodów.