piątek, 30 kwietnia 2021

Co widzę w książce "Niewidzialne życie Addie Larue" ? - recenzja

 Kiedy wydawnictwo We need YA (któremu bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji) wydało książkę „Niewidzialne życie Addie Larue” zawładnęła ona całą książkową częścią internetu. Ja jednak początkowo nie byłam do końca do niej przekonana, ale po tylu pozytywnych opiniach postanowiłam dać jej szansę. Teraz bardzo cieszę się z tej decyzji, ponieważ okazała się ona jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam dotychczas w tym roku. 



Autor: V.E. Schwab
Wydawnictwo: We need YA

Addie urodziła się we Francji na początku XVIII wieku. Wiodła spokojne życie, do czasu, kiedy uciekła sprzed ołtarza i zawarła umowę z diabłem. Dostaje wieczne życie, ale każdy kto ją zobaczy zaraz o niej zapomina. Dziewczyna przeżywa kolejne lata próbując znaleźć dla siebie miejsce. Każdego roku Luc przychodzi i pyta, czy dziewczyna jest już gotowa by oddać mu swą duszę. Za każdym razem Addie odmawia. Trzysta lat od zawarcia umowy dziewczyna pozna kogoś, kto wreszcie zapamięta jej imię, a jej życie zmieni się na zawsze. 

"Znajdę drogę albo sama ją sobie utoruję"

Pierwszą z długiej listy rzeczy, które spodobały mi się w tej powieści są świetnie wykreowani bohaterowie. W przeciwieństwie do niektórych książek nie są oni "płascy" lecz mają swój charakter. Każdy z bohaterów jest zupełnie inny i nie są wyidealizowani - mają zalety, ale także wady. Nie potrafię zdecydować, czy bardziej polubiłam Addie czy Henry'ego, bo oboje ich pokochałam. Uwielbiam upartość i ciekawość świata głównej bohaterki, a Henry zdobył mnie swoją wrażliwością.  Z kolei Luc może nie jest zbyt pozytywną postacią, ale jest szalenie intrygujący. 

Historia Addie jest bardzo wciągająca. Wraz z dziewczyną odbywamy podróż w czasie i dodatkowo znajdujemy się w różnych miejscach na świecie. Poznajemy nowych ludzi i jesteśmy świadkami wielu historycznych wydarzeń. Dodatkowo nigdy nie wiemy co się za chwilę wydarzy i na jaki pomysł wpadnie Luc, by zamieszać w życiu Addie. 

Na pewno jeszcze wrócę do tej historii. Mam też nadzieję, że autorka zdecyduje się na napisanie drugiej części, ponieważ zakończenie jest zaskakujące i otwarte. Dlatego bardzo chętnie przeczytałabym, jak Schwab widzi dalsze losy Addie. 

Czy sądzisz, że życie ma jakąkolwiek wartość, 

jeżeli nie zostawia się po sobie niczego na świecie?

Książka zawiera bardzo dużo refleksji, których zupełnie się po niej nie spodziewałam. Skłania czytelnika do przemyśleń na temat sensu życia, przemijania czy śmierci. Momentami powieść jest wręcz nieco melancholijna i odrobinę przypomina mi klimatem "Małe życie", mimo tego, że na pozór książki te są od siebie zupełnie różne. 

Nie oczekiwałam od tej historii właściwie niczego, byłam wręcz przekonana, że będę należeć do tych nielicznych osób, które zupełnie nie podzielają zachwytu większości, ale jak się okazało byłam w ogromnym błędzie. Piękny język, wciągająca historia i świetni bohaterowie - czego chcieć więcej? Po prostu musicie to przeczytać!


wtorek, 16 marca 2021

"Kobieta w białym kimonie" - recenzja

W ostatnim poście obiecałam Wam, że w najbliższym czasie pojawi się trochę recenzji i dziś mam dla Was właśnie pierwszą z nich. Po przeczytaniu "Wyznań gejszy" miałam ochotę na pozostanie w azjatyckim klimacie i bardzo dobrze się złożyło, ponieważ pod koniec stycznia Wydawnictwo Kobiece (któremu dziękuje za możliwość zrecenzowania tej książki) wydało powieść "Kobieta w białym kimonie".

Książka opowiada historię dwóch kobiet. Naoko swoją młodość przeżywała pod koniec lat 50., ale nie był to dla niej łatwy czas. Młoda Japonka zakochała się w amerykańskim marynarzu i została postawiona przed niesamowicie trudnym wyborem między tradycją i rodziną, a głosem serca. Z kolei Tori jest amerykańską dziennikarką żyjącą w czasach współczesnych, która po śmierci ojca poszukuje prawdy o jego przeszłości. Wyrusza w daleką podróż, by stawić jej czoło. 


"Życie z miłością jest bowiem szczęśliwe. Życie dla miłości to głupota. Życie w duchu "gdyby tylko" jest nieznośne. W ciągu siedemdziesięciu ośmiu lat zaznałam tego wszystkiego"

 

Zanim przejdę do mojej opinii na temat tej książki, nie mogę zapomnieć o jednym - Wydawnictwo Kobiece zrobiło świetną robotę jeśli chodzi o wydanie tej powieści, ponieważ prezentuje się ona przepięknie. Kwiaty wiśni znajdujące się zarówno na okładce, jak i wewnątrz zupełnie mnie oczarowały. 

Pomysł na historię jest moim zdaniem naprawdę dobry. Niestety mam jednak wrażenie, że autorka nie do końca wykorzystała jego potencjał. Przez ponad połowę książki zupełnie nie mogłam się zaangażować w tę historię. Akcja jest w wielu fragmentach bardzo wolna i powieść nieco mi się dłużyła. Dopiero na sam koniec udało mi się bardziej wciągnąć.

Zakończenie historii jest dość emocjonalne, ale mimo to nie poruszyło mnie tak bardzo, jak możnaby się było tego spodziewać. W całej powieści czegoś mi zabrakło, jakiegoś nieuchwytnego pierwiastka, który odróżnia przeciętną książkę od książki bardzo dobrej. Nie znaczy to jednak, że "Kobieta w białym kimonie" jest złą historią. Nie mam jej zbyt wiele do zarzucenia, ale niestety zwyczajnie mnie nie porwała. Może po prostu znalazła się w moich rękach w nieodpowiednim czasie. Nie wykluczam jednak, że części z Was się spodoba, szczególnie jeśli lubicie powieści obyczajowe. 

Nie będę Was do czytania tej historii zachęcać, ale też jej nie odradzam. Jeśli uważacie, że jest to coś dla Was - dajcie jej szansę. Nie jest to jednak moim zdaniem pozycja, którą koniecznie trzeba przeczytać.


niedziela, 14 marca 2021

WrapUp#5: Zamiana, Wyznania Gejszy, Dziwne losy Jane Eyre + dlaczego tak długo nie pisałam

Tak, wiem, nie pisałam przez ostatnie...ponad trzy miesiące. Może ktoś z Was to zauważył i pomyślał, że porzuciłam bloga. Napisałabym, że nie miałam czasu, ale to nie do końca prawda, bo pewnie w tym czasie znalazłabym chwilę, żeby napisać choć kilka postów. Ale zupełnie tego nie czułam, a blog jest przede wszystkim moim hobby, więc nie zamierzam się do tego zmuszać. Poza tym, tworzenie czegoś na siłę zazwyczaj wiąże się ze spadkiem jakości treści. Postaram się jednak wrócić z w miarę regularnymi postami, szykuje się kilka recenzji, ponieważ przyszło do mnie trochę książek w ramach współprac z wydawnictwami. Dziś jednak zapraszam Was na wrap-up z trzema książkami, które przeczytałam w czasie, kiedy mnie tu nie było (choć oczywiście to nie jedyne książki, jakie w tym czasie przeczytałam) i są moim zdaniem warte powiedzenia o nich kilku słów. A jeśli chcecie być na bieżąco z tym co czytam i co się u mnie dzieje, to zapraszam na mój instagram o TUTAJ



Zamiana


Usłyszałam o tej książce zupełnie przypadkiem, gdy ktoś wspominał o niej na instastory i od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Pomysł jest bardzo oryginalny, ponieważ dwie główne bohaterki - babcia i wnuczka - zamieniają się życiami. I tak młodsza z nich odpoczywa na wsi i zajmuje się organizacją festynu, a starsza odkrywa możliwości Londynu. Powieść jest urocza i przezabawna. Porusza również trudniejsze tematy, ale jej lektura to przede wszystkim dobra zabawa. Bardzo spodobało mi się także to, jak różnorodni i dobrze wykreowani są bohaterowie. Jeśli szukacie czegoś lekkiego to bardzo serdecznie Wam ją polecam. 



                    Wyznania Gejszy


Wielokrotnie widziałam ten tytuł na zestawieniach takich jak lista książek BBC i inne listy książek, które warto przeczytać przed śmiercią. W końcu postanowiłam dać jej szansę i zaopatrzyłam się we własny egzemplarz. Jest to pierwsza książka, którą skończyłam czytać w tym roku, a ma szansę stać się jedną z najlepszych. Historia jest niesamowicie klimatyczna i napisana pięknym językiem. Poza tym nie sposób nie wciągnąć się w losy głównej bohaterki. Dodatkowo jest to coś znacznie innego od tego, co zazwyczaj czytam, ponieważ akcja większości wybieranych przeze mnie książek rozgrywa się w USA lub Europie, a w przypadku "Wyznań Gejszy" jest to Azja. Powieść, mimo tego, że jest fikcją literacką i nieco nagina rzeczywiste tradycje i zmienia je na potrzeby fabuły, daje nam ogólne pojęcie na temat tego, jak wygląda życie gejsz. Moim zdaniem, jest to książka, którą naprawdę warto znać. 


Dziwne losy Jane Eyre


W ostatnim czasie zaczęłam się przełamywać i czytać więcej książek zaliczanych do literatury klasycznej. Okazało się, że nie ma się czego bać, a "Dziwne losy Jane Eyre" okazały się naprawdę świetną książką. Nie czytało mi się jej trudnej niż współczesnych powieści. Bardzo polubiłam główną bohaterkę i to, jak trzymała się swoich zasad i wartości. Jej historia naprawdę mnie wciągnęła, choć były momenty, gdy opisy były dla mnie nieco zbyt długie. Ale jest to raczej kwestia po prostu moich upodobań, ponieważ ja za długimi opisami w książkach nie przepadam, ale wielu osobom mogą się one spodobać. Dodatkowo urzekł mnie też klimat tej powieści, ponieważ od pewnego czasu bardzo polubiłam epokę wiktoriańską. Jeśli chcecie zacząć czytać klasykę, ale nie wiecie po jaką książkę sięgnąć, to wydaje mi się, że "Dziwne losy Jane Eyre" będą dobrym wyborem. 

Czytaliście którąś z tych ksiażek? A może macie je w planach? Koniecznie dajcie znać w komentarzach. Napiszcie też, co Wy aktualnie czytacie - może poznam dzięki temu jakieś warte uwagi tytuły. 

piątek, 27 listopada 2020

Czy zima to najlepsza pora na morderstwo? Recenzja książki "Zbrodnie zimową porą"

Kiedy tylko zobaczyłam nowe, prześliczne wydania książek Agaty Christie, od razu wiedziałam, że muszę je mieć. Dzięki współpracy z grupą wydawniczą Publicat w moje ręce trafił zbiór opowiadać "Zbrodnie zimową porą".


Autor: Agata Christie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie


W zbiorze znajdziemy opowiadania o losach dwóch najsłynniejszych detektywów stworzonych przez królową kryminału - Herkulesa Poirot oraz panny Marple, ale nie tylko. Znajdują się tam także opowiadania o postaciach, o których wcześniej nie słyszałam takich jak Tommy i Tuppence czy pan Quin. Wszystkie historie łączy to, że ich akcja ma miejsce zimą. 


"Współczesny kronikarz nigdy nie opisze historii równie dokładnie jak historyk z późniejszego pokolenia. Chodzi o lepszą perspektywę, możliwość zobaczenia wydarzeń we właściwych proporcjach. Jeśli pan woli, jest to kwestia względności, jak zresztą wszystko"

 

Jeśli czytaliście wiele książek autorstwa Agaty Christie, to niektóre opowiadania mogliście już przeczytać w innych zbiorach. Jest to dla mnie zdecydowany minus. Czy opowiadania mi się podobały? Zależy. Jedne z nich są lepsze, natomiast inne uznałabym za dość słabe jak na tę autorkę. Zdecydowanie wolę też dłuższe formy w jej wykonaniu - na kilkunastu stronach historie nie mogły być tak zawiłe i zagadkowe, jak w przypadku powieści. 

Na uwagę zasługuje wspomniane przeze mnie wcześniej śliczne wydanie. Jest w twardej oprawie, a faktura okładki przypomina nieco materiał. Do tego dodano również o delikatne, błyszczące detale. W środku każde opowiadanie oddzielone jest stroną z ilustracją przedstawiającą domek widoczny również na okładce. Całość prezentuje się moim zdaniem świetnie, nieco retro. Z pewnością na mojej półce pojawi się więcej książek Christie w tym wydaniu. 

czwartek, 19 listopada 2020

Czy mamy nową Agatę Christie? Recenzja książki "Morderstwa w Kingfisher Hill"

Przeglądając nowości Grupy Wydawniczej Publicat (której bardzo dziękuję za możliwość zrecenzowania tej powieści) natknęłam się na coś, czego zupełnie się nie spodziewałam - nową książkę o Herkulesie Poirot napisaną nie przez Agatę Christie, ale współczesną brytyjską autorkę - Sophie Hannah. Pomyślałam sobie, że porywanie się na dorównanie królowej kryminału to w zasadzie samobójstwo. Pełna sceptycyzmu ale i ciekawości postanowiłam po tę pozycję sięgnąć. 

Autor: Sophie Hannah

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Zanim przejdę do moich spostrzeżeń na temat tej książki, warto byłoby napisać kilka słów o fabule. Historię poznajemy z perspektywy inspektora Catchpoola, który towarzyszy Herkulesowi Poirot, gdy słynny detektyw zostaje poproszony przez Richarda Devonporta o udowodnienie niewinności swojej narzeczonej, która została oskarżona o zabicie jego brata. Podczas podróży autokarem są świadkami pewnego dziwnego zdarzenia - jedna z pasażerek twierdzi, że musi natychmiast opuścić swoje miejsce, gdyż w przeciwnym razie zostanie zamordowana...

"Nadal postrzega pan świat w tych kategoriach: jedni na coś zasługują, a inni nie? W rzeczywistości świat jest znacznie prostszy. Każdy może robić to, co mu się żywnie podoba, pod warunkiem że gotów jest ponieść za to konsekwencje."


Autorka zachowała wszystkie główne elementy charakteryzujące książki z serii o Herkulesie Poirot takie jak francuskie zwroty, podkreślanie znaczenia szarych komórek czy zbieranie wszystkich w jednym pokoju, aby wyjawić, kto z nich jest mordercą. Brakowało mi jednak kapitana Hastingsa, który zazwyczaj jest narratorem opowieści, a tym razem został zastąpiony Catchpoolem. 

Fabuła również była naprawdę ciekawa, a pod koniec nie mogłam się oderwać, zanim nie dowiedziałam się, kim jest zabójca. "Morderstwa w Kingfisher Hill" to zdecydowanie bardzo dobry kryminał. Jednak mimo to jestem zdania, że królowa jest tylko jedna i jest nią Agata Christie. Zabrakło mi "tego czegoś". To tak jak w przypadku obrazów - nawet najlepsza reprodukcja nigdy nie będzie oryginałem. 

Podsumowując, uważam, że "Morderstwa w Kingfisher Hill" są naprawdę dobrą książką i jeśli tak jak ja jesteście fanami Poirot, to ta pozycja może Wam się spodobać. Moim zdaniem nie dorównuje ona jednak oryginalnym książkom Christie. Czy przeczytam kolejne tomy jeśli się ukażą? Jeszcze nie wiem, na pewno nie jest to mój priorytet, natomiast nie wykluczam tego, że kiedyś po nie sięgnę - może w momencie, gdy przeczytam wszystkie oryginalne pozycje. 

poniedziałek, 19 października 2020

"Najgłośniej krzyczy serce" - recenzja

 W ostatnim czasie mam szczęście trafiać na same dobre książki. Tak było również w przypadku "Najgłośniej krzyczy serce", którą miałam okazję przeczytać dzięki współpracy z We need YA. Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego uważam ją za jedną z najważniejszych powieści tego roku to zapraszam do czytania. 

Autor: Martyna Senator

Wydawnictwo: We need YA

W książce poznajemy historię dwójki licealistów - Niny i Kacpra. Dziewczyna jest młodą, wrażliwą tancerką, której życie z każdym dniem coraz bardziej zamienia się w koszmar. Kacper z kolei przede wszystkim pragnie pozostać niewidzialny i po prostu przetrwać.

Zaczynając tę książkę spodziewałam się romansu YA/NA i...nawet nie wiecie jak bardzo się pomyliłam. Mamy tutaj dwójkę bohaterów i tworzącą się między nimi więź, ale są oni swego rodzaju narzędziem, które autorka wykorzystuje do poruszenia ważniejszego tematu, jakim są prześladowania w szkole i przemoc zarówno fizyczna jak i psychiczna. 

Kolejną kwestią, jaka została przedstawiona w tej powieści jest zrzucanie winy na ofiarę, szczególnie w przypadku dziewczyn. W końcu najłatwiej jest powiedzieć "sama jesteś sobie winna" i udawać, że problemu nie ma. Poniżej cytat z rozmowy głównej bohaterki z dyrektorką jej szkoły.

"- Z kobietami czasem tak bywa...Mówią "tak", a myślą "nie, i vice versa. (...)

- Nie znam takich kobiet - stwierdzam stanowczo. - Ale słyszałam, że mężczyźni oskarżeni o gwałt czasami używają takiego argumentu"

Najstraszniejsze jest to, że na końcu w notce "od autora" Martyna Senator pisze, że przed napisaniem tej książki rozmawiała z wieloma ofiarami takiej przemocy i wiele tych wydarzeń miało miejsce naprawdę. Bardzo spodobało mi się również to, że został zamieszczony także kontakt do Telefonu zaufania dla Dzieci i Młodzieży.

Kolejny bardzo aktualny temat, który co prawda nie jest szczególnie ważny w kontekście całej historii, ale zwrócił moją uwagę to ekologia i ochrona zwierząt. Magda, przyjaciółka głównej bohaterki bardzo się tym interesuje i stara się robić wszystko co w jej mocy, aby pomóc naszej planecie.  Wiąże się to także z tym, że została weganką. Ten temat pojawia się wielokrotnie przez całą książkę i w subtelny sposób pokazuje, że to naprawdę da się zrobić. 

Poza tym, jak ważne tematy porusza ta książka, to jest też po prostu naprawdę dobrze napisana. Nie jest to może najlepsza literacko pozycja jaką miałam okazję czytać, ale nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia. Całość czyta się szybko, bohaterowie są dobrze wykreowani, a akcja z każdą kolejną stroną wzmaga zainteresowanie czytelnika. 

Naprawdę bardzo chciałabym, aby o tej powieści było głośno, bo uważam, że jest to pozycja niesamowicie wartościowa. Sama na pewno niejednokrotnie będę Wam jeszcze o niej wspominać i mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po nią. 

sobota, 10 października 2020

"Hurt/Comfort" - recenzja

Na rynku książkowym dominują powieści zagranicznych autorów. Nie znaczy to jednak, że nasi polscy pisarze nie potrafią stworzyć dobrej książki, poruszającej ważne tematy. Udowadnia to Weronika Łodyga w swoim literackim debiucie "Hurt/Comfort", który miałam przyjemność przeczytać dzięki współpracy z Wydawnictwem Kobiecym. 


Autor: Weronika Łodyga
Wydawnictwo: Kobiece

Historię poznajemy z perspektywy osiemnastoletniego Artura. Chłopak ma wiele problemów - nie potrafi rozmawiać z ojcem, jego matka zniknęła, a on nie wie jak zda maturę z polskiego. Jego grono przyjaciół ogranicza się w zasadzie jedynie do jego najlepszej przyjaciółki Magdy. Pewnego dnia na swojej drodze spotyka Janka - pełnego energii i optymizmy chłopaka, którego życie nie jest jednak pozbawione problemów.


"To było miłe - mieć znowu kogoś, kogo dopiero się poznaje, choć 
jednocześnie wydaje się już dziwnie bliski"




Autorka porusza problem zaburzeń psychicznych, ale nie jest to depresja czy zaburzenia odżywiania jak w większość młodzieżówek zawierających ten wątek. Główny bohater ma bowiem mutyzm. I trochę innych problemów powodujących np. ataki paniki. Nie znam się na tym, nie jestem psychologiem ani psychiatrą, ale z punktu widzenia przeciętnego czytelnika uważam, że temat został naprawdę dobrze przedstawiony - nie zbagatelizowany, ale też nie zdominował książki. 

Kolejna ważna kwestia jaką znajdziemy w "Hurt/Comfort" to realia polskiej młodzieży LGBTQ+, a jest to temat szczególnie ważny w obecnej sytuacji. Co więcej - poznajemy tutaj bardzo różne postawy, zarówno jeśli chodzi o osoby nieheteronormatywne, jak i ich otocznie. Każda z tych postaci ma bowiem inne podejście np. jeśli chodzi o kwestię "coming out'u". Dodatkowo książka pokazuje także, że prawdopodobnie każdy z nas zna kogoś należącego do LGBTQ+, często nawet o tym nie wiedząc. 

Jedną z największych zalet tej powieści są z pewnością dobrze wykreowane postacie. Autorka zadbała nie tylko o staranne stworzenie głównych bohaterów, ale także tych drugoplanowych. Nie są "płascy" ani wyidealizowani. Każda osoba jest zupełnie inna, mająca swoje przyzwyczajenia i konkretny sposób bycia. Najbardziej polubiłam chyba najlepszą przyjaciółkę Artura - Magdę.  Jest to postać bardzo charakterystyczna i niezwykle barwna, która podbiła moje serce już na samym początku książki. 

Co więcej, dawno się tak dobrze nie bawiłam czytając książkę. Mimo tego, że powieść zawiera wiele trudnych wątków, to nie można jej odmówić dużej dawki humoru. Niejednokrotnie nie mogłam się powstrzymać i po prostu zaczynałam się śmiać. W czasie czytania minuty i godziny mijały bardzo szybko, a ja z wielką przyjemnością pochłaniałam kolejne rozdziały, a kiedy musiałam przerwać na rzecz różnych obowiązków, czekałam tylko na chwilę, kiedy będę mogła wrócić do lektury.

Jedną z rzeczy, której nie rozumiem jest angielski tytuł książki. Nie wiem, czy jest to próba "stylizowania" na amerykańskie młodzieżówki, ale w zestawieniu z polskimi imionami prezentuje się moim zdaniem dziwnie. Jest to jednak tylko niewielka "wada", która nie ma w zasadzie większego znaczenia. 

Nie mogę uwierzyć, że jest to debiut literacki, ponieważ całość jest na naprawdę wysokim poziomie. Jeśli pojawią się kolejne książki Weroniki Łodygi to z pewnością bez wahania po nie sięgnę. Mogę Wam z całego serca polecić "Hurt/Comfort" i mam nadzieję, że o tej książce będzie jeszcze głośno.