Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowotok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowotok. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lipca 2020

Podsumowanie pierwszej połowy 2020

Podsumowania tworzę na blogu od samego początku, ponieważ lubię zebrać w jedno miejsce to, co się działo i zobaczyć co zrobiłam, a co mogłam zrobić lepiej. Mamy początek lipca, więc nadszedł czas na kolejne podsumowanie ostatnich sześciu miesięcy. 


Książki

Jedyną zaletą epidemii było to, że miałam nieco więcej czasu na czytanie, więc udało mi się skończyć 35 książek, czyli połowę mojego celu na ten rok, a kilka kolejnych jest zaczętych. Wśród tych książek są 3 tytuły z mojego TBRu na ten rok, a w chwili gdy to piszę skończyłam jeszcze jedną i ponad połowę kolejnej. Jestem z tego wyniku dość zadowolona i mam nadzieję, że w nadchodzących miesiącach pójdzie mi jeszcze lepiej. 

Najlepsze książki:

"Dziewczyny znikąd "
"Moje życie w drodze"
"Współlokatorzy"
"Duma i uprzedzenie"
"Immunitet"

Najgorsze książki:
"Zakazane życzenie"
"Normalni ludzie"


Blog i instagram 

W ostatnim czasie trochę zaniedbałam swoją działalność w internecie. Mogłabym zasłaniać się brakiem czasu, ale obecnie nie w tym tkwi problem. Zdarzają się jednak okresy, kiedy po prostu nie mam chęci, w szczególności do pisania. Staram się do tego nie zmuszać, bo kończy się to tym, że kasuję połowę tego, co napisałam i siedzę w nieskończoność nad najprostszym tekstem. Nie wiem, z czego to wynika i mam nadzieję, że uda mi się to pokonać, ponieważ naprawdę nie chcę porzucać bloga czy instagrama. Wierzę, że już niedługo wszystko wróci do normy i zastanawiam się nawet nad odświeżeniem wyglądu bloga.

 A tym czasem oto lista postów, które najchętniej czytaliście:


Prywatnie

W tej kategorii nie mam zbyt wiele do napisania, ponieważ w marcu pandemia zatrzymała w zasadzie wszystko. Z niecierpliwością czekam już na powrót do normalności (jak prawdopodobnie większość z nas) i liczę na to, że już niedługo wszystko się ułoży. Jeśli chodzi o plany na wakacje, to większość czasu spędzę w domu, ponieważ mimo tego, że zniesiono wiele ograniczeń to staram się jednak nie przebywać w miejscach, gdzie jest dużo innych ludzi. Zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie ten rok, ale może po prostu tak musi być. 


Wiem, że ten post nie był zbyt długi, ale niewiele się w ostatnich miesiącach działo. Dajcie znać co Wy w tym czasie robiliście, co przeczytaliście albo obejrzeliście!


piątek, 20 marca 2020

Moje małe przyjemności, czyli co sprawia, że jestem szczęśliwa

Jakiś czas zajęło mi zrozumienie, jak ważne jest docenianie nawet najmniejszych rzeczy. I wciąż jeszcze się tego uczę. Wiele razy próbowałam prowadzić "dziennik wdzięczności", jednak jakoś nigdy mi to nie wychodziło i poddawałam się po kilku dniach. Ale dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami listą rzeczy, które sprawiają, że moje życie jest trochę lepsze.




Mój pies
Chyba większość osób, które posiada zwierzątka domowe zgodzi się ze mną, że dają one masę radości. Często ta kudłata mordka jest jedną z pierwszych rzeczy, które widzę, gdy rano otwieram oczy. No i jak tu się nie uśmiechnąć?

Moi bliscy
Nie jestem ani ekstarwertykiem ani introwertykiem, tylko totalną ambiwertyczką. Lubię spędzać czas sama ze sobą, ale potrzebuję też w swoim życiu ludzi i mocno wierzę, że "nie ważne gdzie, ważne z kim".

Dobre jedzenie
Chyba nikogo nie zaskoczę mówiąc, że lubię jeść. Prawdopodobnie większość ludzi lubi. I absolutnie nie nadawałabym się na żadną restrykcyjną dietę, bo nie potrafię sobie odmówić dobrego jedzenia. Życie jest za krótkie, żeby ciągle liczyć kalorie.

Herbata
Wspominając o jedzeniu nie można pominąć także herbaty, od której jestem uzależniona. Najbardziej kocham zieloną z jakimiś owocowymi dodatkami, ale nie pogardzę też czarną i białą, albo jakimiś naparami z innych roślin np. lukrecji czy trawy cytrynowej.

Muzyka
Ten punkt jest dość mało zaskakujący i pewnie podałaby go większość moich rówieśników, ale naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie, że miałoby jej nagle zabraknąć. Chociaż słucham nieco inne muzyki niż większość osób w moim wieku, ponieważ na moich playlistach znajdują się przede wszystkim piosenki sprzed czasów mojego urodzenia, czyli hity lat 60.,70. i 80., a także poezja śpiewana czy utwory musicalowe.

Promienie słońca
Dużo ciężej mi się funkcjonuje, gdy na zewnątrz od rana do wieczora jest ciemno, w zimie gdy wracam ze szkoły i jest ciemno mój mózg automatycznie przełącza się na tryb "już późno, trzeba iść spać", a rano kiedy muszę wstać mam wrażenie, że jest środek nocy. Czasem mam wrażenie, że czując pierwsze ciepłe wiosenne promienie słońca na skórze budzę się do życia jak rośliny. Dodatkowo uwielbiam patrzeć też na zachody słońca, szczególnie w lecie.

Tworzenie
Mam w sobie jakąś taką potrzebę tworzenia, pokłady kreatywnej energii,  która musi znajdować gdzieś ujście, dlatego ciągle coś robię. Rysuję, maluję, piszę, trochę fotografuję, uczę się szyć...po prostu inaczej nie potrafię.

Wiedza
Większości ludzi nauka kojarzy się jedynie ze szkolnym obowiązkiem, ale poza nudnymi podręcznikami jest jeszcze masa innych rzeczy do odkrycia. I chociaż zazwyczaj po całym dniu spędzonym w szkole nie mam już na to siły, to bardzo lubię dowiadywać się różnych nowych rzeczy i uważam, że wiedza to klucz do niezależności.

Dobre książki i filmy
Ze względu na moją działalność w internecie ten punkt chyba nikogo nie zaskakuje. Nie wiem co bym robiła, gdyby nie czytanie. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez książek i filmów.

WY
A nawiązując do poprzedniego punktu nie mogę pominąć ostatniej już, ale nie mniej ważnej rzeczy na mojej liście - Was. Mówię tutaj o moich odbiorcach (jak to wyniośle brzmi) zarówno na blogu jak i na instagramie. Mimo tego, że jestem tutaj już dość długo to nadal czasem zaskakuje mnie to, że ludzi interesuje to, co robię. Dodatkowo dajecie mi masę pozytywnej energii.

Pewnie znajdzie się jeszcze trochę rzeczy, które pominęłam, bo prawdopodobnie nie da się w ten sposób spisać wszystkiego. Ale zachęcam Was do zrobienia własnej listy, bo to uświadamia jak wiele mamy i za co powinniśmy być wdzięczni. Możecie też napisać chociaż kilka takich rzeczy w komentarzu, bardzo chętnie je poczytam.

sobota, 18 stycznia 2020

Jak zacząć prowadzić bookstagram? Jak robić ładne zdjęcia?

Kilka razy zdarzyło mi się już na instagramie dostać od Was pytania o to jak zacząć prowadzić bookstagrama i  jak robić ładne zdjęcia. Piszecie, że chcielibyście, ale nie wiecie jak albo się boicie. Dlatego postanowiłam stworzyć taki mały poradnik i zebrać różne moje przemyślenia na ten temat w jedno miejsce.


Jak zacząć prowadzić bookstagrama?

Odpowiedź jest bardzo prosta - założyć konto i wstawić zdjęcie związane z książkami. I już. Nie ma w tym żadnej większej filozofii. Wiadomo - prowadzenie takiego konta to jedno, a robienie tego dobrze to drugie, ale do tego przejdę w kolejnym akapicie. Najważniejsze jest jednak by zacząć i nie odkładać tego na kolejny dzień, miesiąc czy rok. Nie macie nic do stracenia.

Większość osób, które waha się z decyzją dołączenia do tej społeczności obawia się krytyki ze strony znajomych. To w dużej mierze zależy od środowiska, w jakim przebywacie, ale ja osobiście nie spotkałam się z jakimś hejtem. Większości moich znajomych jest to totalnie obojętne albo wręcz im się to podoba. A zdarzają się też tacy, którzy zadają różne pytania, bo są ciekawi jak działają np. współprace recenzenckie. Po za tym, jeśli czytanie to Wasza pasja, a przyjaciele Was wyśmiewają, to chyba trzeba poważnie zastanowić się nad takimi relacjami.

Jak dobrze prowadzić swoje konto?

Tak jak już wspomniałam, prowadzenia konta to jedno, a robienie tego dobrze to drugie. Przygotowałam kilka podpunktów/ rad, które mogą okazać się bardzo pomocne

Nazwa
Pierwszy problem przed jakim staje osoba zakładająca konto na instagramie, jest wymyślenie nazwy. Dobrze, żeby kojarzyła się z tematyką naszego profilu albo z jakąś Waszą charakterystyczną cechą. I jeśli o mnie chodzi to jestem wielką zwolenniczką wstawiania kropek/ podkreślników między kolejne wyrazy, bo inaczej zlewają się one w jeden niezrozumiały ciąg liter.

Styl
No dobrze, mamy już wymyśloną nazwę, profil jest założony, to teraz powinniśmy wstawić jakieś zdjęcie. Ale zanim to zrobimy dobrze byłoby zastanowić się co my w zasadzie chcemy tworzyć. Może będziemy robić zdjęcia zawsze na białym tle np. ściany albo postawimy na tworzenie charakteryzacji do danych powieści?

Mam wrażenie, że bookstagramy (i pewnie profile o innej tematyce też) można podzielić na 2 typy:

1 - każde zdjęcie jest zupełnie inne. Panuje totalny misz-masz i każdy post ma inną kolorystykę, układ i ogólnie wszystko. Zaletą takiego "stylu" jest to, że nie musimy zastanawiać się, czy dana fotografia pasuje do naszego profilu, po prostu wstawiamy w zasadzie co chcemy.
2 - typ, który zdecydowanie bardziej mi się podoba (i który wprowadziłam na swoim koncie), czyli profile o spójnym feedzie. Zdjęcia utrzymane są w podobnej kolorystyce, występują elementy wspólne itd. Oczywiście te style mogą się zmieniać np. co kilkanaście zdjęć. Jeśli chcecie zachować spójność w swoich zdjęciach warto także używać zawsze tego samego filtra.

Regularność
Szczególnie na początku bardzo ważne jest regularne wstawianie nowych postów. Najlepiej żeby pojawiały się co najmniej raz w tygodniu. Ma to wpływ na algorytmy instagrama (chociaż zasięgi i tak robią co chcą, ale trzeba próbować), a po za tym dużo mniej osób zobserwuje Was jeśli będziecie mieli tylko jedno czy dwa zdjęcia.

Story
Niesamowicie ważna jest też aktywność na instastory. Z własnych doświadczeń wiem, że mogę nie polubić czyjegoś zdjęcia, które zniknie gdzieś w natłoku innych, ale jeśli lubię daną osobę to bardzo prawdopodobne, że obejrzę jej story. Jest to też dobra okazja, do pokazania odrobiny prywatnego życia co działa zdecydowanie na Waszą korzyść, bo chętniej obserwujemy konta, które są dla nas realnymi osobami, a nie tylko ładnymi zdjęciami. Nie róbcie niepotrzebnego spamu, ale nie bójcie się pogadać do Waszych obserwatorów, nawet jeśli na początk będzie ich dziesięć.

S4S
Pomocne może okazać się wzięcie udziału w kilku S4S, czyli wzajemnym udostępnianiu swoich profili. Dzięki temu dacie się odkryć i jeśli to co robicie jest wartościowe to zyskacie trochę dodatkowch obserwatorów.

Hashtagi
Hashtagi to temat rzeka, ale stanowią swego rodzaju reklamę, więc nie unikajcie ich. Możecie popatrzeć jakich używają inni bookstagramerzy i część z nich zastosować u siebie. Pamiętajcie też, żeby nie używać ciągle tych samych. Nie chcę się tutaj rozpisywać, ale jeśli zainteresował Was ten temat, to poczytajcie sobie coś więcej, w internecie znajdziecie trochę materiałów.


Jak robić ładne zdjęcia?

Żeby ludzie chcieli obserwować Wasz profil, to musicie tworzyć dobre treści. Logiczne? No logiczne. Ale często łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nie jestem ekspertką w dziedzinie fotografii, ale jest kilka rzeczy, o których nie powinien zapominać nawet amator.

1. Światło - nie potrzeba wcale specjalnego oświetlenia, wystarczy zwykłe światło dzienne. Ale zdjęcia w bardzo pochmurny dzień lub po zmroku mogą okazać się średnim pomysłem. A lampa błyskowa nie zastąpi słońca.

2. Kadrowanie - zapoznajcie się z zasadą tzw. złotego podziału. Nie sprawdza się zawsze, ale bywa pomocna. I pamiętajcie, żeby w kadr nie wkradły się jakieś niechciane fragmenty otoczenia, które potrafią zepsuć cały efekt.

3. Obróbka - nawet jeśli zdjęcie wyszło np. trochę za ciemne, to spokojnie można temu zaradzić. I wcale nie potrzeba specjalnych programów, czasami wystarczy pobawić się trochę parametrami, coś rozjaśnić, coś rozmyć, dodać filtr i można z bardzo przeciętnego zdjęcia zrobić coś naprawdę ładnego.

Pozostaje jeszcze pytanie, skąd brać pomysły na zdjęcia? Ja jakiś czas temu zaczęłam zapisywać sobie zdjęcia, w których coś mi się spodobało. To ma ładną kompozycję, tamto ciekawą kolorystykę...kiedy zabieram się za robienie nowych zdjęć na swój profil przeglądam sobie tablicę z zapisanymi zdjęciami. Nie powinniśmy kopiować czyiś zdjęć, ale często są dobrym punktem wyjścia, do stworzenia czegoś własnego.


Od zera do bookstargramera

Na koniec najważniejsza rzeczy - nie poddawajcie się. Nic nie przyjdzie samo i co najważniejsze nie zdobędziecie tysiąca obserwatorów w ciągu jednego dnia. Z czasem zdjęcia zaczną wychodzić coraz lepiej, a followersów zacznie przybywać. Moje posty też nie od razu wyglądały tak jak teraz.

 
 
 
Powyżej możecie zobaczyć jak zmieniały się moje zdjęcia. Oczywiście to nie wszystkie "style" jakie miałam, ale było ich zbyt dużo, żeby pokazać tu każdy z nich. Ale różnica między zdjęciami z początku mojej "kariery" bookstagramerki a obecnymi postami jest spora.

Podsumowując - jeśli chcecie dołączyć do społeczności jaką jest bookstagram to bardzo Was do tego zachęcam. Nie macie nic do stracenia, a możecie poznać ogrom świetnych ludzi. Na początku może być trochę pod górkę, ale jeśli tak jak ja pokochacie to i poświęcicie temu trochę czasu i serca, to ludzie na pewno to zauważą i zaczną Was obserwować. Pamiętajcie też, że liczby nie są najważniejsze i w żaden sposób Was nie definiują. Najważniejsze, aby sprawiało Wam to radość.

niedziela, 5 stycznia 2020

To będzie mój rok, czyli plany i cele na 2020

W ostatnim poście zrobiłam podsumowanie minionego roku, to teraz chyba czas podzielić się z Wami moimi planami na kolejne dwanaście miesięcy. Wiem, że zeszłoroczny post bardzo Wam się spodobał, ponieważ jest jednym z najpopularniejszych postów na moim blogu.



Wydaje mi się, że moja lista będzie dość zbliżona do tej z zeszłego roku, ale po prostu mam w miarę podobne priorytety. Ale mam nadzieję, że z realizacją pójdzie mi lepiej niż w 2019. Nie pokażę Wam tu także wszystkich moich celów, ponieważ jest kilka takich, którymi po prostu niekoniecznie chcę się dzielić ze wszystkimi.

Moje cele na 2019

1) Przeczytać 70 książek 
Cel taki sam jak na zeszły rok, mam nadzieję, że tym razem się uda, bo w 2019 przeczytałam tylko takie swoje totalne minimum czyli 52 książki.

2) Przeczytać 5 książek po angielsku
W poprzednim roku celem były 2, ale zauważyłam, że nie jest to dla mnie aż takie trudne, więc podniosłam trochę poprzeczkę, chociaż wydaje mi się, że nie będzie z tym żadnego problemu.

3) 1000 obserwujących na instagramie i 100 na blogu
To od jakiegoś czasu jest takie moje małe marzenie i powoli się do niego zbliżam, ale nadal nie udało mi się tego osiągnąć.

4)Stworzyć 10 zakładek
Jeśli obserwujecie mnie na instagramie to zapewne wiecie, że zaczęłam próby stworzenia własnej kolekcji zakładek, ale na razie ciągle byłam niezadowolona z efektów. Mam nadzieję, że w tym roku się to zmieni i w końcu coś powstanie.

5)Obejrzeć Heathers, Dear Evan Hansen i RENT
Ja wiem, że ten punkt powinien być w jakimś TBR czy coś albo w ogóle się nie pojawić, bo nie do końca pasuje do postanowień noworocznych, ale zabieram się za te musicale tak długo, że może to mnie jakoś zmotywuje.

6) Zrobić szpagat turecki i poprawić skorpiona
Nie wiem w jakim celu, tak po prostu. Jakiś czas temu odkryłam, że rozciąganie sprawia mi sporo radości, mimo tego, że w zasadzie do niczego mi się chyba w życiu nie przyda. 

7)Przebiec 50 km i przejść 100 km
Modyfikacja celu z zeszłego roku. Chcę zrobić kolejne podejście do biegania jak zrobi się cieplej i więcej wychodzić na spacery, ponieważ te 100km ma być właśnie z dłuższych spacerów, a nie z każdego metra jaki przejdę.

8) Ćwiczyć 2-3 razy w tygodniu
Trochę powiązane z poprzednim punktem. Ja raz w tygodniu mam treningi z tenisa ziemnego, ale to jest dość mało, więc chciałabym przynajmniej raz albo dwa w tygodniu dodatkowo trochę poćwiczyć.

9) Nauczyć się szyć na tyle, by uszyć coś prostego 
Pewnie nie wiecie, ale na święta dostałam maszynę do szycia i zaczęłam uczyć się szyć. I chciałabym w tym roku poświęcić na to trochę czasu tak by potrafić zrobić różne drobne przeróbki typu skrócenie spodni i może uszyć coś własnego. Wydaje mi się, że rok to wystarczająco dużo czasu, żeby to zrobić.

10)Więcej rysować
Ten punkt nie wymaga chyba żadnego dodatkowego opisu.

11) Poświęcać min. 0.5h w tygodniu na niemiecki
Od dłuższego czasu próbuję pracować nad tym językiem, bo chciałabym go doprowadzić tak do poziomu B2, ale niestety często wychodzi tak, że...nie wychodzi. Po prostu z różnych względów zaniedbuję naukę, więc chcę podjąć kolejną próbę regularnej pracy nad niemieckim.

Inne plany

Najbliższy rok to nie tylko noworoczne postanowienia, ale też masa innych rzeczy. Jeśli chodzi o najbliższe plany to 20 stycznia na Instagramie razem z moją ekipą robimy całkiem spory maraton czytelniczy. Poza tym raczej nic wielkiego nie będzie się na razie działo, dopiero w maju zaczną się jakieś wyjazdy. Chciałabym też skończyć pierwszą liceum ze średnią powyżej 5.0 i lepszą niż na pierwsze półrocze. W tym roku od września zaczynam też rozszerzenia w szkole i najprawdopodobniej będą to matematyka, fizyka i niemiecki.

Nie wiem co przyniesie ten rok, ale mam nadzieję, że uda mi się go dobrze wykorzystać i jak najlepiej spędzić te 12 miesięcy. Z jednej strony rok to sporo czasu, a z drugiej pewnie zanim się obejrzę będzie już kończył. Ale mam nadzieję, że dam radę zrealizować jak najwięcej ze swoich celów i że będzie on pełen cudownych chwil, które będę pamiętać jeszcze długo. I tego też Wam życzę - to będzie nasz rok!

wtorek, 31 grudnia 2019

Podsumowanie roku 2019

Rok 2019 już za nami, więc tradycyjnie zabieram się za podsumowanie dwunastu ostatnich miesięcy. Jeśli chcecie się dowiedzieć co mi się w tym roku udało, a co niekoniecznie, to zapraszam do czytania.



Książkowo

W tym roku przeczytałam niestety zdecydowanie mniej niż zamierzałam, bo dokładnie 52 książki, czyli średnio jedną książkę tygodniowo. Moim celem na ten rok było 70 książek, ale ilość nie jest najważniejsza, a mój wynik i tak uważam za przyzwoity.

Najlepsze książki:

"Małe życie"
"What if it's us"
Trylogia czasu
"Z nienawiści do kobiet"
"Zaginięcie"
"Pasażerka
"Tylko martwi nie kłamią"

Najgorsze książki:

"Dance.Sing.Love. Miłosny układ"
"Król Edyp"

Blog i instagram

Nie udało mi się osiągnąć ani 100 obserwatorów na blogu, ani 1000 na instagramie, ale wiem, że trochę jestem sama sobie winna, bo były momenty, kiedy mogłam zrobić więcej w tym kierunku, a z różnych przyczyn to zaniedbałam. Za to znacznie wzrosła liczba wyświetleń na blogu. Nie wiem z czego ten wzrost wynika, ale miło się patrzy na te cyferki. Jest też trochę osób, które bardzo regularnie komentują posty i chociaż nie zawsze na nie odpowiadam, to chcę, żebyście wiedzieli, że wszystko czytam i bardzo mnie one cieszą. Podjęłam też kolejne współprace recenzenckie, co bardzo mnie cieszy, bo jest to dla mnie znak, że to co robię w jakiś sposób się liczy.

Prywatnie

Ten rok był pełen wzlotów i upadków. Było dużo świetnych momentów, ale były też takie kiedy miałam wszystkiego dość. Początek roku był bardzo pracowity za sprawą WKP, w kwietniu były jeszcze egzaminy gimnazjalne, potem ostatnie chwile w gimnazjum, dość udane wakacje i nowa szkoła.

Dość sporo się w moim życiu zmieniło, ponieważ od września poszłam do liceum - nowe otoczenie, nowi ludzie, nowe obowiązki. Ale muszę przyznać, że trafiłam całkiem nieźle i na razie jestem w miarę zadowolona. I mam nadzieję, że tak pozostanie.

Kiedy robiłam podsumowanie roku na instagramie i przeglądałam moje instastory z tego roku, to zdałam sobie sprawę, że działo się więcej niż myślałam. Organizowałam maratony czytelnicze i różne akcje. Powstała najlepsza ekipa na całym bookstagramie, czyli #bookeaterssqad, a później udało nam się spotkać na KTK.

Czas zleciał mi bardzo szybko, czasami zastanawiam się, co ja właściwie robiłam w niektórych momentach. Mam wrażenie, że szczególnie ostatnie miesiące minęły mi zdecydowanie szybciej, niż powinny.

Postanowienia

To już ostatnia część podsumowania roku i chciałabym poświęcić ją pozostałym postanowieniom, które zrobiłam w styczniu i zobaczyć co udało mi się zrobić. No to lecimy...

1. Zrobić szpagat turecki - ten cel przepisuję już od jakiegoś czasu i cały czas nie wychodzi, może w 2020 się uda 
2. Regularnie pisać pamiętnik - raz wychodziło lepiej raz gorzej
3. Przeczytać książkę z reportażami - wykonane!
4. Przeczytać co najmniej dwie książki po angielsku i jedną po niemiecku - po angielsku przeczytałam zdecydowanie więcej niż dwie, natomiast miałam próbę czytania po niemiecku, ale jeszcze nie jestem na poziomie, który pozwalałby mi to swobodnie robić.
5. Obejrzeć 10 filmów po angielsku i 10 po niemiecku - sytuacja ma się podobnie jak z czytaniem, chociaż szczerze mówiąc nie policzyłam dokładnie ile obejrzałam
6. Przebiec ponad 100km - no i tu definitywnie porażka, bo nie zrobiłam chyba nawet połowy
7. Więcej rysować, bo w 2018 trochę to zaniedbałam - wykonane może w połowie, bo trochę rysowałam, ale nadal nie tyle ile bym chciała i prawie wyłącznie na komputerze


Podsumowując - 2019 był całkiem dobrym rokiem.Wiem, że w niektóre rzeczy mogły pójść lepiej, ale mimo to kiedy patrzę wstecz, to przypominają mi się raczej te dobre chwile. I chciałabym podziękować, że przez ten cały czas tu ze mną byliście i staliście się jego częścią.

A jak Wasz 2019? Co udało Wam się zrobić? Dajcie znać w komentarzach!

czwartek, 31 października 2019

Cel: KTK 2019, czyli relacja z targów

Odkąd dołączyłam do społeczności, którą jest bookstagram co roku oglądałam relacje różnych osób z wyjazdów na KTK i WTK. Zawsze troszkę im zazdrościłam i chciałam także wziąć w czymś takim udział. I w tym roku w końcu mi się to udało, więc jeśli zastanawiacie się czy warto wybrać się na targi, albo po prostu chcecie zobaczyć moją relację, to dobrze trafiliście.


Zdjęcie z #bookeaterssquad, czyli moją bookstagramową ekipą <3 (Hania, Aga i Oscar)


Spotkania autorskie

Zaraz po dotarciu na targi poleciałam na stoisko wydawnictwa Filia na spotkanie z Kim Holden. Czytałam tylko "Promyczka" jej autorstwa i nie jest to moja ulubiona książka, ale na tyle mi się spodobała, że postanowiłam skorzystać z okazji zobaczenia autorki. Okazała się ona naprawdę sympatyczną osobą i chociaż nie było raczej czasu na dłuższe rozmowy, to i tak będę to miło wspominać, a dedykacja od niej jest po prostu przeurocza.

 Skoro zaczęłam KTK od spotkania autorskiego, to spotkaniem także je zakończyłam, tym razem z Remigiuszem Mrozem, czyli jednym z moich ulubionych polskich autorów. Na żywo szczerze mówiąc nie zrobił na mnie jakiegoś powalającego wrażenia, wydał się zdecydowanie mniej sympatyczny niż Kim Holden. Może było to spowodowane ogromną ilością osób, które do niego przyszły, ale mimo wszystko mógł moim zdaniem trochę lepiej do tego podejść.

Organizacja

To jest coś, na czym zdecydowanie się zawiodłam. Szczególnie w przypadku spotkania z Mrozem. To, co tam się działo, to był chyba jakiś żart. Spotkanie odbywało się w dość małej sali, do której większość oczekujących nawet nie weszła. Stałam w kolejce prawie 3 godziny, a to nawet nie była jakaś kolejka, tylko nieogarnięty tłum. Do tego osoby z ochrony w ogóle nie potrafiły tego zorganizować i tylko obwiniały osoby stojące tam o ten bałagan.

Ludzie 

Ten punkt pojawia się dopiero teraz, choć tak naprawdę jest jednym z najważniejszych, bo to był jeden z głównych powodów, dla których zależało mi, aby pojechać. Dzięki bookstagramowi poznałam sporo naprawdę świetnych osób i naprawdę super było w końcu zobaczyć ich na żywo. Udało nam się spotkać całą ekipą #bookeaterssqad , która jakiś czas temu nam się stworzyła i trochę postaliśmy sobie razem w kolejkach i pochodziliśmy po halach. Dodatkowo poznałam kilka nowych osób. Mam nadzieję, że to nasze nieostatnie spotkanie.

Co kupiłam?

Nie planowałam robić jakiś wielkich zakupów i tak jak część osób wracać z 10 książkami, ale liczyłam na to, że uda mi się kupić kilka pozycji po angielsku, które chcę przeczytać, ale niestety te stoiska były tak małe, że prawie nic tam nie było. I wiem, że mogę zamówić je sobie przez internet, ale po pierwsze to nie to samo, a po drugie chciałam to załatwić przy okazji wizyty na targach i nie musieć się już tym dodatkowo zajmować.

Kupiłam w sumie tylko dwie książki, "Fangirl" w tym ślicznym, świątecznym wydaniu (kosztowała całe 5zł, grzechem było nie kupić) oraz "The guernsey literary and potato peel pie society", którą kiedyś chciałam przeczytać po polsku (kolejny okazyjny zakup, bo dałam za nią 10zł). Jeśli chodzi o gadżety, to mam zakładkę ze spotkania z Kim Holden i przypinkę ze spotkania z Mrozem, nic dodatkowego nie kupowałam.

Podsumowanie

Wydaje mi się, że targi nie były tak fajne jak się spodziewałam, miałam chyba zbyt duże oczekiwania. Mimo wszystko cieszę się, że pojechałam  i zobaczyłam jak to wygląda. I mogłam spędzić trochę czasu z ludźmi, z którymi na co dzień nie mam możliwości przebywać. Czy wybiorę się na kolejne targi? Jeszcze nie wiem, nie wykluczam tego, ale też nie jest to jakiś mój priorytet.

niedziela, 22 września 2019

Jak polubić jesień? - 5 rzeczy, które w niej uwielbiam

Dużo osób nie lubi jesieni. Kojarzy im się głównie z zimnem, deszczem i szybkim zachodem słońca. Ale jeśli chodzi o mnie, to jesień, szczególnie ta wczesna jest jednym z moich ukochanych okresów w całym roku. Także jeśli jesteście tym typem ludzi, którzy jesieni nie lubią, to może moja lista pomoże Wam dostrzec w niej pozytywne aspekty.


Kolory

Kiedy przychodzi jesień mój mózg automatycznie się przeprogramowuje i brązowy, bordowy czy musztardowy automatycznie stają się najpiękniejszymi kolorami na świecie. Uwielbiam to, jak drzewa mienią się wszystkimi odcieniami żółtego, czerwonego czy brązowego. No i te wszechobecny pomarańcz dyń! Mogłabym godzinami przeglądać ich zdjęcia na instagramie...

Swetry, szale i ciepłe buty

Moim zdaniem jesienią temperatura jest praktycznie idealna. Nie ma jeszcze mrozu, ale też nie umieram z gorąca mimo wentylatora. I mogę ubierać swoje ukochane ciepłe swetry, albo owinąć się kolorowym szalem. Z drugiej strony nie jest jeszcze na tyle zimno, by musieć chodzić w puchowych kurtkach, których definitywnie nie lubię.


Haloween

Ja wiem, że jest trochę osób, które nie lubią tego święta i uznają je za jakieś złowrogie obrzędy, ale ja mimo tego, że jakoś specjalnie go nie świętuję to jednak podoba mi się cała ta otoczka. Może w poprzednim wcieleniu byłam czarownicą, bo te wszystkie dynie, kościotrupy i duchy, mimo że często trochę kiczowate, ale mają dla mnie swój urok. I uwielbiam oglądać też filmy typu "Miasteczko haloween" i pewnie niedługo to właśnie będzie moje zajęcie na wolne wieczory. 

Za liście szeleszczące pod nogami

 Totalnie banalna rzecz, ale moim zdaniem liście wydające ten swój charakterystyczny odgłos, kiedy się na nie nadepnie są jedną z fajniejszych rzeczy w okresie jesieni. W sumie nie mam pojęcia, co więcej mogłabym w tym punkcie napisać - po prostu to lubię.


Wieczory z kocem, książką i herbatą

Uwielbiam czytać o każdej porze roku, ale jesienne wieczory mają jednak niepowtarzalny klimat. Kiedy za oknem jest już ciemno, albo pada deszcz, a ja mam możliwość siedzieć w swoim pokoju pod kocem z wielkim kubkiem herbaty i książką, to nic więcej mi do szczęścia nie potrzebuję.

Dajcie koniecznie znać co lubicie,a czego nie lubicie w jesieni. Możecie mi też napisać jaka jest Wasza ulubiona pora roku, bo jeśli chodzi o mnie to jest to zdecydowanie wiosna i jesień.
Wieczory z kocem, książką i herbatą

piątek, 30 sierpnia 2019

Podsumowanie wakacji i moje plany na nowy rok szkolny

Wakacje już praktycznie dobiegły końca, więc czas chyba zrobić małe podsumowanie i powiedzieć Wam trochę o moich planach na nowy rok szkolny. Wiem, że lubicie takie posty, więc mam nadzieję, że ten też Wam się spodoba. A żeby jeszcze bardziej umilić Wam czytanie, dodałam zdjęcia z wyjazdu do Chorwacji.


Wszystko, co dobre, szybko się kończy

Wakacje rozpoczęłam od dwutygodniowego wyjazdu. Tydzień spędziłam w Chorwacji, a kolejny w Austrii. Zdecydowanie bardziej podobał mi się ten pierwszy kraj, bo definitywnie wolę morze niż góry.

Miałam mnóstwo różnych planów, zresztą jak co roku. Nie wszystkie udało mi się do końca zrealizować, ale chyba nie jest tak źle. Przeczytałam 15 książek, więc wynik nie powala, ale też nie jest zły. Jestem dodatkowo zadowolona z tego, że jedna z nich była po angielsku ("To all the boys I loved before").  Rysowałam zdecydowanie mniej, niż bym chciała, ale jakoś nie umiałam się do tego zabrać, mimo tego, że obiecałam Wam kolekcję zakładek (a powstały tylko dwie. Ale mam nadzieję, że uda mi się ją jednak skończyć.

W każde wakacje obiecuję sobie, że tym razem będę więcej wychodziła ze znajomymi i w tym roku w końcu w miarę mi się to udało. Spotykałam się z przyjaciółką, chodziłyśmy na kort, byłam na dwóch spotkaniach z moją klasą i jakiś pojednyczych wyjściach z innymi osobami.

Trochę czasu poświęciłam na naukę. Głównie na matematykę, ponieważ jest to zdecydowanie mój ulubiony przedmiot i to z nią planuję związać swoją przyszłość. Oglądałam też trochę rzeczy po niemiecku, bo zdecydowanie chcę ten język poprawić.




Nowy rok szkolny = nowe wyzwania

W tym roku idę do nowej szkoły, więc jeszcze nie do końca wiem, co mnie czeka. Jestem generalnie dość podekscytowana i już od jakiegoś czasu trochę nie mogłam się doczekać września. Może to dziwne, ale chyba już potrzebuję powrotu do szkolnego rytmu, bo czuję, że się mocno rozleniwiłam i totalnie nie ogarniam ostatnio życia.

Jeszcze nie wiem jak to wszystko pogodzę, ale będę miała też niemało zajęć pozaszkolnych. Najprawdopodobniej dwa razy w tygodniu będę miała szkołę językową, do tego zaczynam treningi u nowego trenera (jeśli ktoś nie wie - gram w tenisa ziemnego) i chcę się zapisać na taniec towarzyski. A przy tym nie chcę zaniedbać Was i całej mojej działalności w internecie.  Niewątpliwie ten rok będzie dla mnie niemałym wyzwaniem, ale wierzę, że jeśli dobrze to wszystko zorganizuję, to uda mi się to wszystko połączyć i nie zwariować. Trzymajcie za mnie kciuki!

Jeśli chcecie być bardziej na bieżąco z tym, co się u mnie dzieje, to zapraszam Was na mojego bookstagrama oraz studygrama. Dajcie też znać w komentarzach jak Wam minęły wakacje!

niedziela, 25 sierpnia 2019

Dlaczego jestem feministką?

No właśnie,dlaczego? Przecież one zazwyczaj są brzydkie, grube i zaniedbane. No i najczęściej są samotnymi lesbijkami. A do tego nienawidzą mężczyzn i żądają niewiadomo czego, prawda? A i tak nie są w stanie wnieść tej lodówki na siódme piętro.

"Feministka to osoba, która wierz w siłę kobiet tak samo mocno, jak w siłę kogokolwiek innego"

Co to tak naprawę jest ten feminizm?


No właśnie, do RÓWNOUPRAWNIENIA. Nie do przejęcia kontroli nad światem i wymordowania większości mężczyzn. Feminizm, to taki dziwny pogląd, że kobieta też jest człowiekiem.  Często słysząc słowo "feministka" ludzie myślą o skrajnym feminizmie, feminazizmie, mizoandrii (czyli nienawiści do mężczyzn). Takie feministki są najczęściej pokazywane w mediach, są najgłośniejsze. I sprawiają, że ludzie mają w głowach zniekształcony obraz tego, czym naprawdę jest feminizm. A wiele kobiet boi się powiedzieć "jestem feministką".

Zawsze na drugim miejscu

Od starożytności kobiety były uważane za mniej ważne od mężczyzn. Ich rola sprowadzała się w zasadzie do sprzątania, gotowania i rodzenia dzieci. A jeśli w domu była służba, to głównie do tego ostatniego. I do spełniania zachcianek męża.

Bardzo niewiele mówi się, o roli płci żeńskiej w historii. Wiecie dlaczego większość odkryć i badań naukowych przypisywana jest mężczyznom? Po pierwsze dlatego, że kobiety miały mniej możliwości zdobywania wiedzy, a po drugie dlatego, że nawet jeśli należały do zespołu prowadzącego jakieś badania, to nie wpisywano ich nazwisk. Dlaczego? A, no tak, bo były kobietami.




Dlaczego kobiety wciąż mają gorzej? 

W końcu mamy już prawa wyborcze, możemy się uczyć i chodzić w spodniach, więc o co nam jeszcze chodzi? No, chociażby o to, że kobieta wykonująca ten sam zawód, na tym samym stanowisku, bardzo często dostaje za swoją pracę mniejsze wynagrodzenie niż osoba płci przeciwnej.
Badania pokazują, że tylko w sześciu krajach na świecie kobiety mają równe prawa pracy, jak mężczyźni. Polski wśród nich nie ma.

Na początku 2014 roku, siedmioletnia dziewczynka napisała otwarty list do firmy Lego. "Poszłam do sklepu i zobaczyłam klocki Lego w dwóch działach - różowym i niebieskim. Dziewczynki zajmowały się tylko siedzeniem w domu, chodzeniem na plażę i do sklepów, nie miały żadnej pracy, a chłopcy mieli różne przygody, ratowali ludzi i pływali z rekinami. Chcę, żebyście zrobili więcej ludzików Lego dla dziewczynek i pozwolili im się bawić i przeżywać przygody!"

A ile razy usłyszałyście seksistowskie żarty? I dlaczego chłopak z wieloma "podbojami" to playboy, a dziewczyna od razu jest puszczalska?  I dlaczego A może ktoś mi powie z jakiego powodu to za krótka spódniczka jest przyczyną gwałtu,a nie gwałciciel?

Po za tym, jesteśmy tylko małą częścią świata. W wielu miejscach na świecie kobiety wciąż nie mogą o sobie decydować. Muszą podporządkować się mężczyznom - najpierw ojcu i bratu, potem mężowi. Na Bliskim Wschodzie są zabijane w wyniku tzw. honorowych morderstw, czyli zabójstwa kobiety, która "zhańbiła" rodzinę np. poprzez swoje przypuszczalnie niedozwolone zachowania seksualne.Obliczono, że w 2016 roku w Indiach, kobieta była tam gwałcona średnio co 15 minut, a co ok.2 minuty padała ofiarą przestępstwa.

Co dla mnie oznacza bycie feministką?

Czy znaczy to, że nienawidzę wszystkiego, co nie posiada jajników? Oczywiście, że nie! Ja naprawdę lubię chłopaków. I będzie mi bardzo miło, jeśli przepuszczą mnie w drzwiach, ale mogę też sama sobie je otworzyć.

Feminizm to dla mnie wdzięczność za to, co kobiety już wywalczyły. To świadomość, że mam szczęście żyć w miejscu, gdzie mogę zdobywać wykształcenie i będę mogła głosować w wyborach.

Feminizm to dla mnie fakt, że mogę sama o sobie decydować. Mogę chodzić w spodniach i sama wybrać, co będę dzisiaj robić.

Feminizm, to dla mnie przeciwdziałanie szkodliwym, krzywdzącym stereotypom. Chociażby pisząc dzisiaj do Was te słowa.

Feminizm, to dla mnie bycie sobą. 


piątek, 9 sierpnia 2019

Jesteś tym, czym się otaczasz

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz usiadłam przed laptopem, bo coś mnie poruszyło. Dawniej często siadałam i po prostu pisałam to, co czułam. Wystarczyła jakaś drobna refleksja, a słowa wprost się ze mnie wylewały. To był jeden z powodów, dla których powstało to miejsce. Ten blog stał się miejscem praktycznie typowo książkowym, ale (nie zrozumcie mnie źle) zmęczyłam się trochę ciągłym produkowaniem recenzji za recenzją. Nie zamierzam tego porzucić, jednak czuję, że potrzebuję przestrzeni i pisania dla samego pisania.Dlatego mam nadzieję, że  uda mi się stworzyć więcej takich tekstów. A tekst, który za chwilę przeczytacie, będzie tego początkiem.


Za dużo na raz

Każdego dnia do naszego mózgu docierają miliony bodźców. Jest ich jakieś dwa razy więcej niż jeszcze 30 lat temu. Okazuje się, że przyswajamy 34 gigabajty informacji każdego dnia. Laptop po tygodniu takiej pracy by się zawiesił. A przecież kiedy się budzimy, nasza ręka odruchowo sięga po telefon. Trzeba sprawdzić co nowego pojawiło się na Facebooku czy Instagramie. Nawet nie wiemy kiedy zaczynamy przeglądać różne bardziej lub mniej zabawne memy i obrazki. Jeszcze trzeba tylko zostawić serduszko pod ostatnim postem kilku celebrytek, które pewnie nawet nie zwrócą na nie uwagi. A tym czasem z kąta zerka na nas książka, która od dawna czeka na przeczytanie albo mata do ćwiczeń, bo obiecaliśmy sobie zadbać o aktywność fizyczną.


Nie masz czasu?

Ciągle narzekamy, że na nic nie mamy czasu. A ile bezsensownych czynności wykonujemy w ciągu dnia? Ile czasu poświęcamy na rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia? Zdradzę Wam odkrycie roku - Wasza doba ma tyle samo godzin, co każdego innego człowieka na tej ziemi. I to od Was zależy, co z nim zrobicie.

Nie podlega wątpliwościom, że to, czym się otaczamy i co robimy ma na nas naprawdę duży wpływ. Dlatego powinniśmy poświęcić chwilę i zastanowić się, które z tych rzeczy są dla nas dobre, a które niekoniecznie.


Trudny wybór

Książka czy telefon? Siłownia czy wieczór z serialem? Wydać te 100zł na bilet do teatru czy dziesiątą parę jeansów? To tylko część wyborów, które musimy stale podejmować. I prawda jest taka, że często wybieramy serial i nowe jeansy. Bo tak jest łatwiej i wygodniej. I nie ma nic złego w wieczorze spędzonym na oglądaniu serialu czy kupieniu sobie nowych spodni. Czasem to jest to, czego najbardziej potrzebujemy. Ale jeśli cały wolny czas spędzamy na przeglądaniu social mediów albo starając się obejrzeć całego Netfilxa, to chyba nie wyniknie z tego nic dobrego. To są rzeczy, które dają nam jedynie chwilową przyjemność. Zastanówmy się więc, co jest dla nas lepsze - seria przeglądanych fotek celebrytek w bikini czy nauka nowego języka, którą ciągle odkładamy, mimo, że kupiliśmy już nawet kurs?

Wampiry energetyczne

To co napisałam, dotyczy też ludzi. Wielokrotnie na naszej drodze spotykamy osoby, które nie wnoszą do naszego życia nic dobrego, a wręcz je zatruwają. Więc jeśli jesteście w relacji, gdzie druga osoba skupia się tylko na sobie i np. Was wykorzystuje, to naprawdę zastanówcie się, czy ma sens to ciągnąć. Czasem nie da się ich uniknąć, bo nie zmienimy tak łatwo koleżanki z klasy czy współpracownika. A toksyczni ludzie są wszędzie. Ale trzeba umieć ich zauważyć i na ile się da, usunąć ich ze swojego życia.

To Wasza decyzja

Tylko od Was zależy co zrobicie ze swoim życiem. Cytując Audrey Hepburn "Żeby mieć piękne oczy, szukaj dobra w oczach innych. Żeby mieć piękne usta, wypowiadaj piękne słowa". Zastanówmy się nad naszym życiem i tym, co naprawdę chcemy w nim mieć, a co jest tylko zbędnym zapychaczem. 

niedziela, 28 lipca 2019

Fakty i mity na temat współprac z wydawnictwami

Całkiem niedawno opublikowałam post Bookdramy#1 (jeśli jeszcze nie go widzieliście, to zachęcam do przeczytania). Obiecałam Wam drugą część dotyczącą współprac z wydawnictwami, więc najwyższy czas ją w końcu napisać. Zrezygnowałam z nadawania jej tytułu "Bookdramy", ponieważ postanowiłam jednak zrobić post nieco bardziej ogólny, a nie tylko typowe dramy. Będzie to taki trochę zbiór tekstów, które można usłyszeć na ten temat. Nie jestem ekspertką jeśli chodzi o współprace, ale kilka udało mi się już podjąć, do tego rozmawiałam ze znajomymi bookstagramerami i blogerami o ich doświadczeniach, więc wydaje mi się, że mam jakieś podstawy aby się na ten temat wypowiedzieć.


Na czym to tak właściwie polega?



Zacznijmy od tego, o co właściwie chodzi w tych współpracach recenzenckich. Dla wielu z Was pewnie będzie to oczywisty temat, ale wiem, że są też tacy, którzy nie wszystko wiedzą, więc postanowiłam krótko Wam to wyjaśnić. Jeśli czujecie, że nie potrzebujecie tych informacji, bo już je znacie - po prostu przejdźcie do kolejnej części wpisu.

Mamy dwa rodzaje współprac - barterowe i płatne. Te pierwsze są znacznie popularniejsze i polegają na tym, że otrzymujemy od wydawnictwa książkę (w zależności od tego jak się umawiamy może być to egzemplarz najpierw recenzencki, a później finalny, albo tylko jeden z nich) do zrecenzowania "za darmo". O to czy rzeczywiście jest to darmowe to bym się kłóciła, bo jednak w zamian musimy wykonać recenzję i najczęściej zdjęcie, a to zajmuje trochę czasu, jeśli chcemy zrobić to porządnie. Jest to swego rodzaju praca. A książka jest jednocześnie materiałem do pracy i swego rodzaju wynagrodzeniem, bo możemy później zrobić z nią co chcemy. Rzadsze są współprace płatne, w których dostajemy nie tylko książę ale także wynagrodzenie w postaci pieniędzy. Takie współprace podejmują jednak głównie osoby mające naprawdę dużą liczbę odbiorców i z tego co wiem trzeba przy tym wypełnić sporo formalności.

Dajcie mi znać, czy ktoś z Was chciałby dokładniejszy post na temat tego jak zacząć współpracę, bo wiem, że ludzie często o to pytają, ale nie chcę się tutaj aż tak rozpisywać, bo post wyjdzie za długi. Ale skoro już mniej więcej wyjaśniłam o co chodzi, to możemy chyba przejść do różnych kwestii, o których często w związku z tymi współpracami jest głośno.



Skoro to współpraca, to na pewno opinia na pewno nie jest szczera 

Moim zdaniem totalny fałsz. Podejmując współprace nie mamy narzucone jaka ma być nasza opinia. Moje opinie o pozycjach, które dostałam do recenzji też nie zawsze są całkiem pozytywne. I czasami czuję coś takiego, że skoro to współpraca to powinnam postarać się znaleźć plusy danej pozycji, ale jeśli nie ma ich za wiele no to nie ma i tyle. I wiem, że niektórzy się boją, że po negatywnej recenzji wydawnictwo zakończy współpracę, ale ja jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. A jeśli tak będzie, to moim zdaniem niewielka strata, bo taka współpraca jest trochę stratą czasu. Oczywiście, pewnie zdarzają się przypadki, kiedy ktoś poleca książkę tylko ze względu na współpracę, ale łatwo można w ten sposób stracić zaufanie czytelników i po prostu się to nie opłaca.

Dziewczyno, sprzedałaś się!


Trochę wiąże się to z poprzednim punktem, ale chciałabym mimo wszystko poruszyć ten temat w oddzielnym akapicie. Ja sama nigdy nie spotkałam się z takim komentarzem, ale wiem, że niektóre osoby już tak. Chodzi tu o to, że niektórzy w ogóle nie rozumieją, jak można zgadzać się na współprace. Bo automatycznie przecież wszystko co powiemy będzie od tego momentu kłamstwem i w ogóle to przecież wszyscy zawsze mówimy, że robimy to z pasji, a nie dla pieniędzy. Ale nie rozumiem co miałoby być złego w zarabianiu na pasji. Wydaje mi się, że to świetnie, kiedy nasze hobby staje się także pracą albo po prostu przynosi jakieś dodatkowe korzyści.


Wydawnictwo to anioły, które z dobrego serca rozdają książki


Kiedy jeszcze nie współpracowałam z żadnym wydawnictwem, a osoby, którym się to udawało wydawały się bardzo odległe, to moje podejście do tego było nieco inne. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak razem ze swoimi znajomymi z bookstagrama irytowałam się, że książki do recenzji dostają tylko osoby o dość dużych zasięgach, a mniejsze konta pozostają niedocenione. Dlatego rozumiem każdego z Was, kto czuł albo czuje podobnie. Ale z czasem zrozumiałam, że wydawnictwa to nie instytucje charytatywne i im się to musi po prostu opłacać. I dlatego zamiast skupiać się na wkurzaniu na to, jak bardzo to jest niesprawiedliwe, skupmy się lepiej na rozwoju naszej twórczości.

Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda


Wielokrotnie spotkałam się też z podejściem "Wydawnictwo nasz pan" i nie można o nim złego słowa powiedzieć. A to co niejednokrotnie robią niestety woła o pomstę do nieba. Może  w tej chwili trochę robię z igły widły, ale mam wrażenie, że osoby odpowiedzialne za kontakt z recenzentami powinny dostać jakąś książkę o dobrym wychowaniu. Bo jak samo słowo WSPÓŁpraca mówi, jest to coś co robimy wspólnie. Dlatego dobrze by było, jakby to wszystko przebiegało w miłej atmosferze. Ale jeśli piszemy, że interesuje nas dany tytuł, więc chcemy zapytać o możliwość zrecenzowania go, a w odpowiedzi dostajemy wiadomość o jakże długiej treści "adres", to chyba trudno o dobry nastrój. Czy naprawdę napisanie kilku słów więcej jest takie trudne? Napisanie zdania "Oczywiście, chętnie udostępnimy egzemplarz, proszę tylko podać adres" zajmuje mniej niż pół minuty. A brzmi o wiele lepiej. I pamiętajcie, to nie jest tak, że wydawca robi nam wielką łaskę, że dostaniemy daną powieść.


Mogłabym tak jeszcze pisać i pisać, bo to temat rzeka. Ale jeśli chcecie coś więcej, to koniecznie zostawcie komentarz, żebym wiedziała, że tekst Wam się spodobał, dajcie znać co Wy myślicie na poszczególne tematy. I jeśli chcecie post z radami jak zacząć współpracę, to też piszcie, bo nie wiem, czy temat Was interesuje.

piątek, 28 czerwca 2019

Podsumowanie pierwszej połowy roku 2019 i moje plany na wakacje

Zeszłoroczne podsumowanie jest jednym z najpopularniejszych postów na blogu, więc i ty razem nie mogło go zabraknąć. Także bez zbędnego przedłużania, zaczynamy!



Książkowo

W czasie tych sześciu miesięcy przeczytałam 26 książek. Mój cel na ten rok to 70 pozycji, więc na razie idzie mi nie najgorzej,  w szczególności, że teraz zaczęły się wakacje i będę miała więcej czasu na książki.

Najlepsze książki (kolejność losowa):
"Małe życie" (recenzja już niebawem)
"A.B.C."

Najgorsze książki:
Mało było złych książek, zdecydowanie przeważały te dobre, albo przynajmniej przeciętne. Mam nadzieję, że będzie tak dalej.

Blog i instagram

Staram się cały czas rozwijać oba te miejsca i powoli jest Was tutaj coraz więcej. Na Instagramie udało się przekroczyć 600 obserwatorów i z każdą chwilą zbliżamy się do mojego wymarzonego tysiąca. Na blogu pojawiło się ponad 30 postów. Najchętniej czytaliście:


Prywatnie

Pierwsza połowa 2019 roku zdecydowanie nie była idealna. Nie było do końca tak jakbym sobie wymarzyła, ale też nie było źle. Nie brakowało chwil, które będę wspominać  z uśmiechem na twarzy. Dlatego nie chcę teraz roztrząsać tego, co było nie tak (a uwierzcie mi, jestem świetna w analizowaniu milion razy czegoś co się wydarzyło).

Kilka dni temu skończyłam kolejny etap swojej edukacji. Cały czas w to nie wierzę, ale od września będę już "poważną" licealistką. Totalnie to do mnie nie dociera, bo liceum i studia zawsze wydawały mi się perspektywą niesamowicie odległą, a jeśli ten czas nadal będzie tak szybko leciał, to za chwilę obudzę się stwierdzając, że za tydzień mam maturę. A ja nie do końca wiem jeszcze co chcę robić w przyszłości. No ale cóż, nie zatrzymam czasu, więc cytując Hagrida "co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć".





Plany na wakacje

W chwili, gdy to czytacie ja odpoczywam w Chorwacji, a za kilka dni znajdę się w austriackich górach. Zamierzam jak najlepiej wykorzystać te wakacje, stworzyłam nawet na Instagramie akcję #produktywnewakacje2019. Mam w planach trochę nauki, w szczególności języków oraz przedmiotów, które będę rozszerzać (dla niewtajemniczonych - idę na matfiz). Sporo czasu poświęcę pewnie także na czytanie i rysowanie, bo to drugie trochę ostatnio zaniedbałam. Z pewnością nie będzie też brakowało aktywności fizycznej i wyjść ze znajomymi. Liczę na to, że uda mi się zrealizować to wszystko i nie skończy się na bezmyślnym przeglądaniu Instagrama, albo oglądania całymi dniami filmików na YouTube.

Dajcie mi znać w komentarzach, jak Wam minął początek 2019 roku i jakie macie plany na rozpoczęte zaledwie tydzień temu wakacje!

wtorek, 18 czerwca 2019

Bookdramy, czyli o co kłócimy się na bookstagramie (i nie tyko)

Jakiś czas temu w poście "Za co kocham i nienawidzę bookstagram" obiecałam Wam zrobienie wpisu o różnych kłótniach i dramach w książkowym świecie. I dzisiaj w końcu przychodzę do Was z tym tematem.




Tłumacz, któremu trzeba wiele wytłumaczyć


Całkiem niedawno głównie za sprawą "Sea witch", czyli "Morskiej wiedźmy" bardzo dużo mówiło się o tłumaczeniach, w szczególności o tych złych. Nie jesteśmy robotami, więc jeśli w jakiejś powieści pojawi się jakaś literówka czy zabraknie przecinka to moim zdaniem nie jest to koniec świata. Jednak nie zapominajmy o tym, że książka jest produktem. Dlatego książkę, w której w co drugim zdaniu występuje jakiś błąd, to jest to produkt niepełnowartościowy. W wydawnictwach pracują ludzie, którzy dostają wypłatę za to, że dbają o to, by historia trafiająca w nasze ręce była porządnie przetłumaczona i wydana. A jeśli pracownik źle wykonuje swoje zadania, to powinien ponieść konsekwencje. Jeśli kupicie bluzkę, na której jest plama, to najprawdopodobniej będziecie chcieli ją reklamować. Więc skoro robimy tak w przypadku ubrań, to dlaczego inaczej ma to wyglądać, gdy chodzi o książki?

Kolejne wypowiedzi nie będą dotyczyły bezpośrednio książek, a bardziej książkowej strefy internetu, ale wydaje mi się, że i tak są to tematy warte wspomnienia. W końcu nie samymi książkami człowiek żyje. 

Uwaga, złodziej!

Odkąd mam swoje konto na Instagramie, wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, w której ktoś zamieszczał u siebie cudze zdjęcia, bez podania autora czy poinformowania go o tym. I zazwyczaj po napisaniu wiadomości do takiej osoby, okazuje się, że ona zupełnie nie wie, o co nam chodzi, "przecież to tylko zdjęcie!". Dopiero wielokrotne zgłaszanie przez różne osoby kończy się tym, że złodziej nie przestrzegający praw autorskich bardzo obrażony decyduje się np. zamknąć konto.  Ja naprawdę nie wiem, po co ludzie to robią. Skoro nie chcą naprawdę tworzyć tego konta, to dlaczego w ogóle je zakładali? 

Kilka tożsamości

Jedną z bardziej zaskakujących dla mnie rzeczy, z którymi się spotkałam to osoby mające w internecie kilka tożsamości. Wiecie, podawanie nieprawdziwego imienia, wieku i innych tego tupu rzeczy naprawdę mnie już nie dziwi. Ale posiadanie kilku kont, na których jesteśmy zupełnie różnymi osobami o innych nie tylko imionach ale i kierunkach studiów, zainteresowaniach i w ogóle wszystkim, to już zdecydowanie wyższy level. A spotkałam się z przypadkiem, który tych kont miał chyba z sześć. Ja naprawdę nie wiem po pierwsze - po co ta osoba to robi, a po drugie - jak ona to organizuje, żeby niczego nie pomylić?

Wypromujesz mnie? Prooooooooooszę....

Wraz z liczbą obserwatorów rośnie liczba wiadomości z prośbami o zaobserwowanie, udostępnienia itp. I ja rozumiem, że pomoc kogoś bardziej doświadczonego z większymi zasięgami może być sporą pomocą. I już nie wspominając o tym, że często te wiadomości bywają po prostu bezczelne, to żeby takie udostępnienie coś dało, to trzeba najpierw coś sobą reprezentować. Więc trzeba włożyć w to co się robi masę pracy i zaangażowania, a nie liczyć tylko na to, że ktoś bardziej znany nas poleci. 


Na dzisiaj to tyle, napiszcie w komentarzu co wy myślicie o opisanych sytuacjach. Może zwróciły Waszą uwagę także inne podobne zdarzenia? Chciałabym także zrobić jeszcze jeden taki post poświęcony tylko różnym sytuacjom związanym ze współpracami, ponieważ jeśli umieściłabym to w tym poście, to byłby on trochę zbyt długi. 


środa, 29 maja 2019

Co czytałam 5 i 10 lat temu - wpis urodzinowy

Urodziny to wyjątkowy dzień, więc i post musi być wyjątkowy. Dlatego, w związku z tym, że upłynął kolejny rok mojego pobytu na tej planecie, dziś zapraszam Was na małą podróż w czasie...


Co czytałam 5 lat temu?

Hmm...niech pomyślę. W tamtym czasie na pewno zaczytywałam się w powieściach L.M. Montgomery. Mam za sobą nie tylko całą serię o Ani, ale także te o Sarze i Pat. Po za tym uwielbiałam twórczość J.Wilson (do dziś mam w domu jakąś książkę jej autorstwa!) , a "Pamiętnik księżniczki" autorstwa M.Cabot wprost ubóstwiałam. Jeśli dobrze pamiętam, to przeczytałam wtedy też trochę części "Pana samochodzika". 


A teraz cofnijmy się jeszcze trochę...


Co czytałam 10 lat temu?

Z tym mam nieco większy problem, ponieważ było to naprawdę dawno temu, a ja byłam wtedy bardzo mała. Dlatego ciężko mi z całą pewnością powiedzieć, co czytałam, a raczej co mi czytano, bo mimo, że czytać nauczyłam się dość szybko, to wydaje mi się, że wtedy nadal nieraz ktoś mi czytał. Na pewno absolutnie uwielbiałam wszelkiego rodzaju baśnie. Miałam trochę takich ślicznych ilustrowanych książek np. z baśniami braci Grimm czy Andersena. Na pewno bardzo lubiłam też "Małe kobietki", które na mojej półce stoją do dziś. Wciąż mam także "Plastusiowy pamiętnik", który dawniej należał jeszcze do mojej mamy. Poznałam też chyba wszystkie części przygód Martyki, którą bardzo polubiłam. Jednymi z pierwszych samodzielnie przeczytanych przeze mnie książek była natomiast seria "Klub tiary". 

Wiem, że ten post nie był długi, ale po prostu chciałam w jakiś sposób uczcić to, że udało mi się przetrwać kolejny rok i zrobić w tym czasie trochę fajnych rzeczy. Dajcie koniecznie znać w komentarzach co Wy czytaliście jako dzieci, albo co Wam czytano.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Podsumowanie początku roku 2019

Mamy kwiecień 2019, a ja wciąż czasem zamiast tej dziewiątki na końcu daty napiszę ósemkę. Początek tego roku był dla mnie naprawdę intensywny i w zasadzie nadal taki jest, bo już za chwilę czekają mnie egzaminy. Tymczasem zapraszam Was jednak na małe podsumowanie tych pierwszych trzech miesięcy.



Książkowo

Przeczytałam 15 książek oraz zaczęłam dwie kolejne. Jestem z tego wyniku nawet zadowolona, ponieważ było dużo innych rzeczy, które pochłaniały mój czas.

Najlepsze książki (kolejność losowa):

Najgorsze książki:

Zdarzyły się książki lepsze i gorsze pozycje, ale tych, które mi się podobały było zdecydowanie więcej. Udało mi się odhaczyć kilka pozycji z listy do przeczytania i spełnić jeden z celów, jakim było przeczytanie zbioru reportaży.


Blog i instagram

Kilka dni temu blog obchodził kolejne urodziny! Minął kolejny rok w trakcie którego wiele się nauczyłam, poznałam ogrom świetnych ludzi i udało mi się dotrzeć do jeszcze większej ilości z osób. Każdemu, kto w tym czasie tu zaglądał i zaobserwował mnie przesyłam teraz masę miłości.

Na blogu od początku roku ukazało się 17 postów. Najchętniej czytaliście:
Jesteś ambitny czy głupi?
Moje plany i cele na 2019
Recenzję "Dance.Sing.Love. Miłosny układ"

Kolejną rzeczą, która bardzo mnie cieszy jest to, że udało mi się podjąć kolejną współpracę recenzencką, tym razem z grupą wydawniczą Helion. Cieszy mnie to szczególnie, ponieważ po pierwsze była to kolejna z rzeczy, które chciałam w tym roku zrobić, a po drugie (i chyba ważniejsze) pierwszy raz to wydawnictwo napisało do mnie, a nie odwrotnie.

Prywatnie

Pierwszy kwartał był dla mnie bardzo pracowity. Dużo się działo i kosztowało mnie to dużo nerwów, o czym możecie poczytać o TU. Nie wszystko wyszło tak, jakbym sobie tego życzyła. Było trochę sytuacji, których zdecydowanie wolałabym uniknąć. Ale nie brakowało też rzeczy, które będę wspominać z uśmiechem na twarzy. A te złe z biegiem czasu stają się coraz mniej istotne. Dlatego staram się nie przywiązywać do nich zbyt wielkiej wagi i po prostu iść do przodu.

Podsumowanie

Początek 2019 roku będę wspominać dość dobrze. Był to czas dość intensywny, ale działo się naprawdę sporo pozytywnych rzeczy. Negatywne też oczywiście były, ale wolę się na nich nie skupiać. Mam nadzieję, że kolejne miesiące będą jeszcze lepsze.

Napiszcie koniecznie jak Wasz początek roku, a ja lecę ogarniać życie, bo znów mam masę rzeczy do zrobienia!

piątek, 22 marca 2019

5 razy 5, czyli pięć czytelniczych faktów o mnie

Już dawno na blogu nie pojawił się post z serii 5 razy 5, więc pomyślałam, że dobrze byłoby taki wstawić, zanim całkowicie o tej koncepcji zapomnę. Dlatego dzisiaj kilka książkowych faktów o mnie, zaczynamy!


1. Wracam do książek wiele razy
Wspominałam Wam już o tym, że kocham wracać do książek. Moje ukochane pozycje czytałam nawet po ok.7 razy, a jeszcze częściej zaglądam do nich po to, by przeczytać najlepsze fragmenty. Dlatego wszystkie historie, które są dla mnie ważne muszę mieć w papierowej wersji (najlepiej w jakimś ładnym wydaniu).

2. Często jem podczas czytania, albo jak kto woli -  czytam podczas jedzenia
Uważam przy tym, aby nie pobrudzić kartek, ale jeśli na jednej z nich powstanie mikroskopijna kropka np.z czekolady, to też nie robię z tego dramatu. Nie mam jakiejś potrzeby posiadania książek wyglądających, jakbym kupiła je kwadrans wcześniej. Uważam, że lepiej jeśli widać, że te książki były czytane. Choć oczywiście niszczenia książek nie pochwalam.

3. Często nagle w trakcje czytania zerkam kilka(dziesiąt) stron dalej, np. po to by sprawdzić czy dany bohater przeżył
Jeśli okaże się, że dany bohater jest cały i zdrowy, to mogę spokojnie wrócić na wcześniej czytaną stronę i spokojnie czytać jak udało mu się przeżyć. Jest to trochę dziwny nawyk, ale czasami naprawdę nie potrafię inaczej.

4. Czytam kilka książek na raz
Najczęściej czytam 1 lub 2 papierowe książki, a do tego mam audiobook. Nie mam problemów z "przeskakiwaniem" między różnymi światami. Chociaż muszę pilnować, by nie stracić wątku, jeśli zostawiam daną książkę na rzecz innej np. na kilka dni.

5. Nie mam w domu bardzo dużej ilości książek
Marzy mi się wielka biblioteczka, ale na razie niestety nie mam możliwości zorganizowania takiej, więc to musi poczekać. Może w przyszłości, kiedy będę miała własne mieszkanie uda mi się wstawić tam jakiś duży regał na książki. Aktualnie mam ok. 200 książek, jeśli nie liczyć encyklopedii, słowników itd.

I to by było na tyle. W komentarzach możecie napisać kilka faktów o sobie, abym lepiej Was poznała, bo w końcu jesteście ważną częścią tego bloga.