Niejednokrotnie już Wam wspominałam, że bardzo lubię wracać do książek, a ukochane pozycje przeczytałam co najmniej kilka razy. Niedawno postanowiłam zrobić taki większy reread i wrócić do wielu książek, który czytałam już dłuższy czas temu i sprawdzić, czy moje zdanie na ich temat się zmieniło, czy nie. Dlatego właśnie powstała seria "wielki reread". Nie wiem jeszcze ile części się pojawi, ale myślę, że na razie 2 lub 3,a później zobaczymy.
Jeśli jesteście ze mną dłużej, to wiecie, że ja generalnie twórczość Johna Greena bardzo, bardzo lubię. A przynajmniej tak kiedyś było. Niedawno postanowiłam sprawdzić, czy "Papierowe miasta", które długo uważałam za jedną z moich ulubionych książek nadal tak bardzo mi się podobają? Odpowiedź brzmi...tak! Mimo, że czytałam tę pozycję już chyba trzeci raz, to nadal dobrze się przy niej bawiłam i wciąż uważam ją za jedną z najlepszych młodzieżówek.
Tej książki nie byłoby w tym poście, gdyby nie KTK, ponieważ nigdy nie miałam własnego egzemplarza, chociaż czytałam tę książkę mniej więcej 2 lata temu. Ale na targach na stoisku wydawnictwa Otwartego można było kupić świąteczne wydanie za 5zł, więc nie mogłam się oprzeć pokusie. I nie żałuję tego zakupu. Chociaż w recenzji sprzed jakiś dwóch lat napisałam, że raczej już do tej książki nie wrócę. I faktycznie zgadzam się z tym, co wtedy pisałam, że książka nie zawiera raczej głębszego przekazu ani żadnego większego "wow". Jest dość mocno słodka, ale chyba co jakiś czas potrzebuję po prostu czegoś takiego.
Po spotkaniu z Kim Holden jakoś wzięło mnie na powrót do tej historii. Mimo tego, że wiedziałam jak się skończy i że to zakończenie złamie mi serce, to chyba spodobała mi się nawet bardziej niż za pierwszym razem, gdy ją czytałam. Porusza bardzo wiele trudnych tematów, takich jak choroba, alkoholizm czy nawet aborcja. Ale przede wszystkim uczy korzystania z życia, bo nie wiemy ile jeszcze nam go pozostało. Nie jest to powieść bez wad, ale na pewno warto po nią sięgnąć.
Dajcie znać w komentarzach, do jakich książek chętnie wracacie i czy podoba Wam się taki pomysł na serię. Napiszcie też czy czytaliście którąś z opisanych dzisiaj przeze mnie pozycji.
niedziela, 24 listopada 2019
wtorek, 19 listopada 2019
5 komedii na poprawę humoru
Mamy jesień, na zewnątrz coraz zimniej i ciemniej. Często wiąże się to też z coraz gorszym humorem, dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was listę 5 komedii, które na pewno Wam go poprawią.
Jeden z moich ulubionych filmów. Oglądałam go tyle razy, że jestem w stanie praktycznie cytować niektóre dialogi. No i w dodatku to jest musical i to ułożony do piosenek zespołu ABBA, który dzięki niemu pokochałam. I do tego jeszcze Meryl Streep, która mogłaby zagrać drzewo, a i tak byłaby to rola warta Oscara. Niedawno, bo bodajże rok temu wyszła druga część, ale ja zdecydowanie wolę pierwszą (jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, to wpadajcie TU)
Oglądałam tę produkcję w oryginale, ale jestem praktycznie pewna, że polska wersja jest równie świetna. Amy Schumer jest po prostu zabójcza. Nie dość, że film jest naprawdę zabawny, to jeszcze niesie piękne przesłanie dotyczące akceptacji siebie. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej, to stworzyłam o nim osobny wpis, wystarczy, że klikniecie TUTAJ.
Wydaje mi się, że to jest swego rodzaju klasyka. Oglądałam ją chyba z milion razy. Kiedyś nawet śmiałam się, że jeśli Legalna blondynka i czekolada nie są w stanie poprawić mi humoru, to chyba nic nie jest w stanie tego zrobić. Czy jest tu ktoś kto jeszcze nie zna losów Elle?
Nie wpadłabym na to, że można zrobić komedię romantyczną o komedii romantycznej, ale ten film udowadnia, że można i w dodatku można zrobić to dobrze. Świetny pomysł, niezła realizacja i jedyna w swoim rodzaju Rebel Wilson w roli głównej. Czego chcieć więcej?
Długo zastanawiałam się jaki film dodać do tej listy, bo pierwsze trzy były bardzo oczywistym wyborem, natomiast później zaczął się problem, ponieważ obejrzałam w swoim życiu masę komedii. Ostatecznie wybrałam 27 sukienek, bo w końcu kto nie lubi ślubów i wiecznej druhny? A tak poważnie to po prostu nie można się nie uśmiechnąć oglądając ten film, a o to w końcu chodzi w komediach.
Dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze ulubione komedie, to może uda mi się znaleźć jakąś nową perełkę?
Mamma mia
Jeden z moich ulubionych filmów. Oglądałam go tyle razy, że jestem w stanie praktycznie cytować niektóre dialogi. No i w dodatku to jest musical i to ułożony do piosenek zespołu ABBA, który dzięki niemu pokochałam. I do tego jeszcze Meryl Streep, która mogłaby zagrać drzewo, a i tak byłaby to rola warta Oscara. Niedawno, bo bodajże rok temu wyszła druga część, ale ja zdecydowanie wolę pierwszą (jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, to wpadajcie TU)
Jestem taka piękna
Oglądałam tę produkcję w oryginale, ale jestem praktycznie pewna, że polska wersja jest równie świetna. Amy Schumer jest po prostu zabójcza. Nie dość, że film jest naprawdę zabawny, to jeszcze niesie piękne przesłanie dotyczące akceptacji siebie. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej, to stworzyłam o nim osobny wpis, wystarczy, że klikniecie TUTAJ.
Legalna blondynka
Wydaje mi się, że to jest swego rodzaju klasyka. Oglądałam ją chyba z milion razy. Kiedyś nawet śmiałam się, że jeśli Legalna blondynka i czekolada nie są w stanie poprawić mi humoru, to chyba nic nie jest w stanie tego zrobić. Czy jest tu ktoś kto jeszcze nie zna losów Elle?
Jak romantycznie!
Nie wpadłabym na to, że można zrobić komedię romantyczną o komedii romantycznej, ale ten film udowadnia, że można i w dodatku można zrobić to dobrze. Świetny pomysł, niezła realizacja i jedyna w swoim rodzaju Rebel Wilson w roli głównej. Czego chcieć więcej?
27 sukienek
Długo zastanawiałam się jaki film dodać do tej listy, bo pierwsze trzy były bardzo oczywistym wyborem, natomiast później zaczął się problem, ponieważ obejrzałam w swoim życiu masę komedii. Ostatecznie wybrałam 27 sukienek, bo w końcu kto nie lubi ślubów i wiecznej druhny? A tak poważnie to po prostu nie można się nie uśmiechnąć oglądając ten film, a o to w końcu chodzi w komediach.
Dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze ulubione komedie, to może uda mi się znaleźć jakąś nową perełkę?
środa, 13 listopada 2019
Niezwykły film o niezwykłych kobietach - "Ukryte działania"
Od jakiegoś czasu bardzo chętnie poznaję historie niezwykłych kobiet, szczególnie tych ze świata nauki. Dlatego kiedy dzięki Instagramowi dowiedziałam się o "Ukrytych działaniach", wiedziałam, że muszę ten film zobaczyć.
Film opowiada o trzech afroamerykankach, które pracują w NASA przy wysyłaniu przez USA pierwszej załogowej misji na orbitę Ziemi. Całość rozgrywa się mniej więcej na początku drugiej połowy XX wieku. Historia jest oparta na faktach, chociaż z tego co wiem, to wiele z nich zostało trochę zmienionych.
Poruszona jest także kwestia rasizmu, ponieważ główne bohaterki nie dość, że są kobietami, co w tamtym czasie już było utrudnieniem, to jeszcze mają inny kolor skóry. W tamtych czasach wiązało się to z oddzielnymi toaletami, miejscami w komunikacji miejskiej i brakiem możliwości korzystania z wielu rzeczy. Ale Katherine, Mary i Dorothy udowadniają, że płeć i kolor skóry nie mają żadnego znaczenia.
Nie brakuje również humorystycznego aspektu, który nadaje całej historii lekkości. Trójki głównych postaci też nie sposób nie polubić. Już pierwsza scena sprawia, że widz nie może się nie uśmiechnąć.
"Ukryte działania" dostały nawet nominacje do Oscara w trzech kategoriach, ale niestety nie otrzymało żadnej statuetki. Ale jeśli chodzi o mnie, to mogę go z całego serca polecić jeśli macie wolne dwie godziny i nie wiecie co z nimi zrobić. Ja pewni jeszcze kiedyś wrócę do tego filmu, bo zarówno scenariusz jak i realizacja są na naprawdę wysokim poziomie.
Reżyseria: Theodore Melfi
Rok produkcji: 2016
Film opowiada o trzech afroamerykankach, które pracują w NASA przy wysyłaniu przez USA pierwszej załogowej misji na orbitę Ziemi. Całość rozgrywa się mniej więcej na początku drugiej połowy XX wieku. Historia jest oparta na faktach, chociaż z tego co wiem, to wiele z nich zostało trochę zmienionych.
Poruszona jest także kwestia rasizmu, ponieważ główne bohaterki nie dość, że są kobietami, co w tamtym czasie już było utrudnieniem, to jeszcze mają inny kolor skóry. W tamtych czasach wiązało się to z oddzielnymi toaletami, miejscami w komunikacji miejskiej i brakiem możliwości korzystania z wielu rzeczy. Ale Katherine, Mary i Dorothy udowadniają, że płeć i kolor skóry nie mają żadnego znaczenia.
Geniusz nie zna rasy. Siła nie zna płci. Odwaga nie zna granic.
Nie brakuje również humorystycznego aspektu, który nadaje całej historii lekkości. Trójki głównych postaci też nie sposób nie polubić. Już pierwsza scena sprawia, że widz nie może się nie uśmiechnąć."Ukryte działania" dostały nawet nominacje do Oscara w trzech kategoriach, ale niestety nie otrzymało żadnej statuetki. Ale jeśli chodzi o mnie, to mogę go z całego serca polecić jeśli macie wolne dwie godziny i nie wiecie co z nimi zrobić. Ja pewni jeszcze kiedyś wrócę do tego filmu, bo zarówno scenariusz jak i realizacja są na naprawdę wysokim poziomie.
czwartek, 7 listopada 2019
Każdy sezon jest dobry na "Martwy sezon" - recenzja
Nie wiem, czy ktoś z Was pamięta moją recenzję książki "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne", ale była ona bardzo pozytywna i gdy tylko usłyszałam, że będzie kolejna część, to wiedziałam, że musi wpaść w moje ręce. No i dzięki współpracy z wydawnictwem SQN do mnie wpadła i to razem z krówkami.
Akcja rozgrywa się dosłownie kilka miesięcy po zakończeniu wydarzeń z pierwszego tomu. W Wielkiej Niedźwiedzicy zaczynają się kłopoty finansowe, ciocia Tamara ma wypadek i problemy sercowe, a rola Magdy jako znajdowaczki trupów chyba jeszcze się nie skończyła. A, zapomniałabym o Łowcach Duchów. Ale nie ma czegoś, z czym rodzina Garstków z Ustki by sobie nie poradziła...jednak czy na pewno?
Kocham tę serię w szczególności za dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest poczucie humoru. Nie raz i nie dwa parsknęłam śmiechem podczas czytania. Autorka co chwilę wtrąca jakiś zabawny dialog czy komentarz narratora. Mimo tego, że powieść porusza także poważniejsze tematy to i tak czytelnik co chwila się uśmiecha.
Drugą z tych rzeczy jest natomiast piękny obraz rodziny. Rodziny, która się wspiera niezależnie od sytuacji i zawsze może na siebie liczyć. Piękno tej relacji jeszcze bardziej potęguje zestawienie z dość trudnym tematem, jakim jest przemoc w rodzinie. Oba wątki występowały już w pierwszej części, ale tutaj są chyba jeszcze wyraźniejsze.
Kolejną zaletą są świetnie wykreowane postacie. Każda z nich jest inna i na swój sposób oryginalna. Dzięki temu nie sposób się nudzić.
Już dawno tak szybko nie przeczytałam żadnej książki. Chociaż wydaje mi się, że pierwszy tom był odrobinę lepszy. I mam nadzieję, że autorka stworzy kolejne tomy, bo wciąż niektóre wątki nie zostały w 100% rozwinięte. Jeśli tak się stanie, to bardzo chętnie je przeczytam. Mogę polecić Garstkę z Ustki w zasadzie każdemu, niezależnie od płci i wieku.
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo : SQN
Akcja rozgrywa się dosłownie kilka miesięcy po zakończeniu wydarzeń z pierwszego tomu. W Wielkiej Niedźwiedzicy zaczynają się kłopoty finansowe, ciocia Tamara ma wypadek i problemy sercowe, a rola Magdy jako znajdowaczki trupów chyba jeszcze się nie skończyła. A, zapomniałabym o Łowcach Duchów. Ale nie ma czegoś, z czym rodzina Garstków z Ustki by sobie nie poradziła...jednak czy na pewno?Kocham tę serię w szczególności za dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest poczucie humoru. Nie raz i nie dwa parsknęłam śmiechem podczas czytania. Autorka co chwilę wtrąca jakiś zabawny dialog czy komentarz narratora. Mimo tego, że powieść porusza także poważniejsze tematy to i tak czytelnik co chwila się uśmiecha.
"- Nie powinno nas niepokoić, że zgłodniała w tej sytuacji?
- To chyba rodzinne, bo mnie też ssie - odszepnęła.Czarek tylko się uśmiechnął. Dawno temu sądził, że stabilizacja będzie nudna. Ale odkrył, że wszystko zależy od tego, z kim miałby się ustabilizować"
Drugą z tych rzeczy jest natomiast piękny obraz rodziny. Rodziny, która się wspiera niezależnie od sytuacji i zawsze może na siebie liczyć. Piękno tej relacji jeszcze bardziej potęguje zestawienie z dość trudnym tematem, jakim jest przemoc w rodzinie. Oba wątki występowały już w pierwszej części, ale tutaj są chyba jeszcze wyraźniejsze.Kolejną zaletą są świetnie wykreowane postacie. Każda z nich jest inna i na swój sposób oryginalna. Dzięki temu nie sposób się nudzić.
"-Masz taką minę, jakbyś zastanawiała się, kogo wepchnąć w tę zakrwawioną dziurę
- Kazik zostawił po sobie sporo miejsca, nawet pan by się zmieścił"
Już dawno tak szybko nie przeczytałam żadnej książki. Chociaż wydaje mi się, że pierwszy tom był odrobinę lepszy. I mam nadzieję, że autorka stworzy kolejne tomy, bo wciąż niektóre wątki nie zostały w 100% rozwinięte. Jeśli tak się stanie, to bardzo chętnie je przeczytam. Mogę polecić Garstkę z Ustki w zasadzie każdemu, niezależnie od płci i wieku.
czwartek, 31 października 2019
Cel: KTK 2019, czyli relacja z targów
Odkąd dołączyłam do społeczności, którą jest bookstagram co roku oglądałam relacje różnych osób z wyjazdów na KTK i WTK. Zawsze troszkę im zazdrościłam i chciałam także wziąć w czymś takim udział. I w tym roku w końcu mi się to udało, więc jeśli zastanawiacie się czy warto wybrać się na targi, albo po prostu chcecie zobaczyć moją relację, to dobrze trafiliście.
Zaraz po dotarciu na targi poleciałam na stoisko wydawnictwa Filia na spotkanie z Kim Holden. Czytałam tylko "Promyczka" jej autorstwa i nie jest to moja ulubiona książka, ale na tyle mi się spodobała, że postanowiłam skorzystać z okazji zobaczenia autorki. Okazała się ona naprawdę sympatyczną osobą i chociaż nie było raczej czasu na dłuższe rozmowy, to i tak będę to miło wspominać, a dedykacja od niej jest po prostu przeurocza.
Skoro zaczęłam KTK od spotkania autorskiego, to spotkaniem także je zakończyłam, tym razem z Remigiuszem Mrozem, czyli jednym z moich ulubionych polskich autorów. Na żywo szczerze mówiąc nie zrobił na mnie jakiegoś powalającego wrażenia, wydał się zdecydowanie mniej sympatyczny niż Kim Holden. Może było to spowodowane ogromną ilością osób, które do niego przyszły, ale mimo wszystko mógł moim zdaniem trochę lepiej do tego podejść.
To jest coś, na czym zdecydowanie się zawiodłam. Szczególnie w przypadku spotkania z Mrozem. To, co tam się działo, to był chyba jakiś żart. Spotkanie odbywało się w dość małej sali, do której większość oczekujących nawet nie weszła. Stałam w kolejce prawie 3 godziny, a to nawet nie była jakaś kolejka, tylko nieogarnięty tłum. Do tego osoby z ochrony w ogóle nie potrafiły tego zorganizować i tylko obwiniały osoby stojące tam o ten bałagan.
Ten punkt pojawia się dopiero teraz, choć tak naprawdę jest jednym z najważniejszych, bo to był jeden z głównych powodów, dla których zależało mi, aby pojechać. Dzięki bookstagramowi poznałam sporo naprawdę świetnych osób i naprawdę super było w końcu zobaczyć ich na żywo. Udało nam się spotkać całą ekipą #bookeaterssqad , która jakiś czas temu nam się stworzyła i trochę postaliśmy sobie razem w kolejkach i pochodziliśmy po halach. Dodatkowo poznałam kilka nowych osób. Mam nadzieję, że to nasze nieostatnie spotkanie.
Nie planowałam robić jakiś wielkich zakupów i tak jak część osób wracać z 10 książkami, ale liczyłam na to, że uda mi się kupić kilka pozycji po angielsku, które chcę przeczytać, ale niestety te stoiska były tak małe, że prawie nic tam nie było. I wiem, że mogę zamówić je sobie przez internet, ale po pierwsze to nie to samo, a po drugie chciałam to załatwić przy okazji wizyty na targach i nie musieć się już tym dodatkowo zajmować.
Kupiłam w sumie tylko dwie książki, "Fangirl" w tym ślicznym, świątecznym wydaniu (kosztowała całe 5zł, grzechem było nie kupić) oraz "The guernsey literary and potato peel pie society", którą kiedyś chciałam przeczytać po polsku (kolejny okazyjny zakup, bo dałam za nią 10zł). Jeśli chodzi o gadżety, to mam zakładkę ze spotkania z Kim Holden i przypinkę ze spotkania z Mrozem, nic dodatkowego nie kupowałam.
Wydaje mi się, że targi nie były tak fajne jak się spodziewałam, miałam chyba zbyt duże oczekiwania. Mimo wszystko cieszę się, że pojechałam i zobaczyłam jak to wygląda. I mogłam spędzić trochę czasu z ludźmi, z którymi na co dzień nie mam możliwości przebywać. Czy wybiorę się na kolejne targi? Jeszcze nie wiem, nie wykluczam tego, ale też nie jest to jakiś mój priorytet.
![]() |
| Zdjęcie z #bookeaterssquad, czyli moją bookstagramową ekipą <3 (Hania, Aga i Oscar) |
Spotkania autorskie
Zaraz po dotarciu na targi poleciałam na stoisko wydawnictwa Filia na spotkanie z Kim Holden. Czytałam tylko "Promyczka" jej autorstwa i nie jest to moja ulubiona książka, ale na tyle mi się spodobała, że postanowiłam skorzystać z okazji zobaczenia autorki. Okazała się ona naprawdę sympatyczną osobą i chociaż nie było raczej czasu na dłuższe rozmowy, to i tak będę to miło wspominać, a dedykacja od niej jest po prostu przeurocza.Skoro zaczęłam KTK od spotkania autorskiego, to spotkaniem także je zakończyłam, tym razem z Remigiuszem Mrozem, czyli jednym z moich ulubionych polskich autorów. Na żywo szczerze mówiąc nie zrobił na mnie jakiegoś powalającego wrażenia, wydał się zdecydowanie mniej sympatyczny niż Kim Holden. Może było to spowodowane ogromną ilością osób, które do niego przyszły, ale mimo wszystko mógł moim zdaniem trochę lepiej do tego podejść.
Organizacja
To jest coś, na czym zdecydowanie się zawiodłam. Szczególnie w przypadku spotkania z Mrozem. To, co tam się działo, to był chyba jakiś żart. Spotkanie odbywało się w dość małej sali, do której większość oczekujących nawet nie weszła. Stałam w kolejce prawie 3 godziny, a to nawet nie była jakaś kolejka, tylko nieogarnięty tłum. Do tego osoby z ochrony w ogóle nie potrafiły tego zorganizować i tylko obwiniały osoby stojące tam o ten bałagan.
Ludzie
Ten punkt pojawia się dopiero teraz, choć tak naprawdę jest jednym z najważniejszych, bo to był jeden z głównych powodów, dla których zależało mi, aby pojechać. Dzięki bookstagramowi poznałam sporo naprawdę świetnych osób i naprawdę super było w końcu zobaczyć ich na żywo. Udało nam się spotkać całą ekipą #bookeaterssqad , która jakiś czas temu nam się stworzyła i trochę postaliśmy sobie razem w kolejkach i pochodziliśmy po halach. Dodatkowo poznałam kilka nowych osób. Mam nadzieję, że to nasze nieostatnie spotkanie.
Co kupiłam?
Nie planowałam robić jakiś wielkich zakupów i tak jak część osób wracać z 10 książkami, ale liczyłam na to, że uda mi się kupić kilka pozycji po angielsku, które chcę przeczytać, ale niestety te stoiska były tak małe, że prawie nic tam nie było. I wiem, że mogę zamówić je sobie przez internet, ale po pierwsze to nie to samo, a po drugie chciałam to załatwić przy okazji wizyty na targach i nie musieć się już tym dodatkowo zajmować.
Kupiłam w sumie tylko dwie książki, "Fangirl" w tym ślicznym, świątecznym wydaniu (kosztowała całe 5zł, grzechem było nie kupić) oraz "The guernsey literary and potato peel pie society", którą kiedyś chciałam przeczytać po polsku (kolejny okazyjny zakup, bo dałam za nią 10zł). Jeśli chodzi o gadżety, to mam zakładkę ze spotkania z Kim Holden i przypinkę ze spotkania z Mrozem, nic dodatkowego nie kupowałam.
Podsumowanie
Wydaje mi się, że targi nie były tak fajne jak się spodziewałam, miałam chyba zbyt duże oczekiwania. Mimo wszystko cieszę się, że pojechałam i zobaczyłam jak to wygląda. I mogłam spędzić trochę czasu z ludźmi, z którymi na co dzień nie mam możliwości przebywać. Czy wybiorę się na kolejne targi? Jeszcze nie wiem, nie wykluczam tego, ale też nie jest to jakiś mój priorytet.
czwartek, 24 października 2019
15 filmów Disney'a, które chyba nigdy mi się nie znudzą
Ostatnio jestem na etapie ponownego oglądania filmów Disney'a, które absolutnie uwielbiam i zawsze poprawiają mi humor. Jestem pewna, że wielu z Was też tak robi. Dlatego pomyślałam sobie, że zrobię listę moich ukochanych, dzięki temu jeśli znów najdzie mnie ochota na seans to nie będę musiała sobie przypominać tytułów, a przy okazji może znajdziecie na też coś, czego jeszcze nie oglądaliście.
Film o łyżwiarce figurowej (czy jest tu jeszcze ktoś, kto uwielbia je oglądać?) pokazujący potęgę przyjaźni. Główna bohaterka jest także dobrym przykładem na to, że sukces wymaga poświęceń, ale warto walczyć o marzenia.
Absolutnie kocham Haloween i całą tą otoczkę, mimo że nie obchodzę tego święta jakoś szczególnie. Pierwszą część tej serii oglądałam już kilka razy, a niedawno odkryłam (sama nie wiem, dlaczego dopiero teraz), że są też kolejne.
Dajcie mi znać czy znacie te filmy i które z nich są Waszymi ulubionymi. A może Wasz ulubiony film nie pojawił się na liście? Napiszcie koniecznie w komentarzu!
High school musical
Na początek jeden z moich najukochańszych filmów z czasów początków podstawówki. Miałam nawet ręcznik z podobizną bohaterów. I byłam na przedstawieniu teatralnym na jego podstawie. To chyba mówi samo za siebie.Boska przygoda Sharpay
Przy mojej miłości do High school musical chyba nie mogłam nie wspomnieć o filmie, który poświęcony jest jednej z drugoplanowych postaci, czyli Sharpay Evans, która jest taką trochę disneyowską legalną blondynką.Camp rock
Kolejny klasyk, który stanowił podstawę dla 10-letniej mnie. Nie umiem wybrać, która część jest lepsza, bo obie bardzo lubię i mam do nich ogromny sentyment. Nie wierzę, że już tyle czasu minęło od kiedy pierwszy raz oglądałam ten film.Zaczarowana
Chyba jedyna typowo "księżniczkowa" historia w tym zestawieniu, bo o klasycznych księżniczkach z animowanych filmów pisałam już w innym poście, który możecie przeczytać TUTAJ. Postanowiłam jednak o nim wspomnieć, bo bardzo lubię tę produkcję.Nie wierzcie bliźniaczkom
Po obejrzeniu tego filmu za każdym razem żałuję, że nie mam siostry bliźniaczki, bo to co robią główne bohaterki jest naprawdę świetne. Jest to moim zdaniem bardzo fajna komedia do obejrzenia wspólnie z rodziną.Program ochrony księżniczek
Czy ktoś nie zna tego filmu? Ja oglądałam go już co najmniej kilka razy i na pewno niedługo zrobię to po raz kolejny. Piękna historia o przyjaźni i nieco innej stronie bycia księżniczką.
I bądź tu mądra
Film o łyżwiarce figurowej (czy jest tu jeszcze ktoś, kto uwielbia je oglądać?) pokazujący potęgę przyjaźni. Główna bohaterka jest także dobrym przykładem na to, że sukces wymaga poświęceń, ale warto walczyć o marzenia.Księżniczka na lodzie
Kolejny film o łyżwiarstwie, nieco jednak inny. Ale podobnie jak poprzedni pokazuje, że warto robić w życiu to, co kochamy i słuchać serca, a nie innych ludzi. I zawsze motywuje mnie do działania.Zakręcony piątek
Mało brakowało a zapomniałabym o tym filmie, bo w sumie dawno go nie oglądałam (choć niedługo pewnie to zrobię). Klasyczna historia o zamianie ciałami. Przezabawna i pokazująca wagę relacji w rodzinie.Teen Beach Movie
Czy muszę komuś przedstawiać ten film? Bo to kolejna totalna klasyka jeśli chodzi o Disney'a. Swego czasu miałam ściągniętych sporo piosenek z tego filmu na telefon (i chyba jakieś się jeszcze na nim ostały). Po za tym absolutnie kocham ich stroje w stylu lat 50.Miasteczko Haloween
Randka z gwiazdą
O tym filmie przypomniałam sobie w zasadzie w ostatniej chwili, gdy tworzyłam tę listę, ale oglądałam go co najmniej kilka razy i jeśli dobrze pamiętam (chociaż wcale nie jestem tego taka bardzo pewna), to kiedyś tańczyłam do piosenki z tego filmu na warsztatach...bardzo dawno temu.Kadet Kelly
Nie wiem co w zasadzie powinnam napisać o tym filmie, ale jest to świetna historia o przyjaźni i rodzinie z wojskowym akcentem, który dodaje oryginalności.Wymarzony luzer
Na koniec moje dość nowe odkrycie, bo chyba jedyny film na tej liście, który oglądałam jedynie raz. Ale jest absolutnie przeuroczy i bardzo mi się spodobał.Dajcie mi znać czy znacie te filmy i które z nich są Waszymi ulubionymi. A może Wasz ulubiony film nie pojawił się na liście? Napiszcie koniecznie w komentarzu!
czwartek, 17 października 2019
Masa zachwytów nad Chyłką, czyli recenzja "Zaginięcia"
Ponad rok temu na blogu pojawiła się recenzja pierwszego tomu o mecenas Joannie Chyłce i od tamtego czasu przeczytałam ją jeszcze raz i w końcu kupiłam sobie kolejny tom, czyli "Zaginięcie". Więc jeśli macie ochotę poczytać trochę zachwytów nad tą serią i dowiedzieć się, dlaczego powinniście ją przeczytać, to ten wpis jest idealny dla Was.
Akcja zaczyna się mniej więcej rok po zakończeniu wydarzeń z pierwszego tomu. Do Chyłki z prośbą o pomoc dzwoni stara znajoma ze szkolnych czasów, której córka zaginęła bez śladu. Mecenas decyduje się przyjąć sprawę, a do pomocy bierze swojego aplikanta. Podejmują się obrony małżeństwa, któremu postawiono zarzut zabójstwa.
Sama sprawa, chociaż dość zagadkowa nie porwała mnie aż tak jak w "Kasacji". Trzeba jednak przyznać, że co chwila pojawiały się nowe fakty, które "napędzały" historię i nie pozwalały czytelnikowi się nudzić. Ciekawie też patrzy się na sprawy z prawniczego punktu widzenia, ponieważ w większości kryminałów mamy do czynienia z detektywem, ewentualnie policjantem.
Chyłka jest postacią ogromnie nietuzinkową i świetnie było powrócić do niej i jej ciętych ripost. Jej wypowiedzi i dialogi, które prowadzi w szczególności z Kordianem aka Zordonem to chyba jedna z największych zalet tej serii. Nie zliczę ile razy parsknęłam śmiechem. Dodatkowo ich relacja też trochę się rozkręca...
Zastanawiałam się nad obejrzeniem serialu, chociaż trochę boję się, że zepsuje mi to moje wyobrażenia o postaciach, które mam w głowie, więc jeszcze zobaczymy jak to będzie. Bo trochę kusi mnie, żeby porównać go sobie z książką.
Na pewno jednak sięgnę po kolejne tomy, już planuję zamawianie trzeciego, a może od razu kupię też i czwarty, bo jestem w tej serii absolutnie zakochana.A zakończenie sprawiło, że ja wprost muszę się dowiedzieć co będzie dalej, chociaż trochę się boję, że sprawy potoczą się zupełnie nie po mojej myśli...W każdym razie jeśli lubicie kryminały i powieści sensacyjne to z całego serca zachęcam Was do sięgnięcia po tą serię, a z pewnością będziecie się dobrze bawić.
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta strona
Akcja zaczyna się mniej więcej rok po zakończeniu wydarzeń z pierwszego tomu. Do Chyłki z prośbą o pomoc dzwoni stara znajoma ze szkolnych czasów, której córka zaginęła bez śladu. Mecenas decyduje się przyjąć sprawę, a do pomocy bierze swojego aplikanta. Podejmują się obrony małżeństwa, któremu postawiono zarzut zabójstwa.
Sama sprawa, chociaż dość zagadkowa nie porwała mnie aż tak jak w "Kasacji". Trzeba jednak przyznać, że co chwila pojawiały się nowe fakty, które "napędzały" historię i nie pozwalały czytelnikowi się nudzić. Ciekawie też patrzy się na sprawy z prawniczego punktu widzenia, ponieważ w większości kryminałów mamy do czynienia z detektywem, ewentualnie policjantem.
"-On coś ma - dodał Kordian.- Owszem, ma. Przejebane"
(wybaczcie niecenzuralność cytatu, ale po prostu go uwielbiam i musiałam go dodać, a po za tym nie oszukujmy się, Chyłka nie jest najbardziej delikatną w słowach postacią...)
Chyłka jest postacią ogromnie nietuzinkową i świetnie było powrócić do niej i jej ciętych ripost. Jej wypowiedzi i dialogi, które prowadzi w szczególności z Kordianem aka Zordonem to chyba jedna z największych zalet tej serii. Nie zliczę ile razy parsknęłam śmiechem. Dodatkowo ich relacja też trochę się rozkręca...
Zastanawiałam się nad obejrzeniem serialu, chociaż trochę boję się, że zepsuje mi to moje wyobrażenia o postaciach, które mam w głowie, więc jeszcze zobaczymy jak to będzie. Bo trochę kusi mnie, żeby porównać go sobie z książką.
Na pewno jednak sięgnę po kolejne tomy, już planuję zamawianie trzeciego, a może od razu kupię też i czwarty, bo jestem w tej serii absolutnie zakochana.A zakończenie sprawiło, że ja wprost muszę się dowiedzieć co będzie dalej, chociaż trochę się boję, że sprawy potoczą się zupełnie nie po mojej myśli...W każdym razie jeśli lubicie kryminały i powieści sensacyjne to z całego serca zachęcam Was do sięgnięcia po tą serię, a z pewnością będziecie się dobrze bawić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








